Amazing Christmas

Amazing Christmas

Below you can photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersjagaleria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

When two years ago I was spending Christmas lazily on a sunbed on the paradise island of Phu Quoc I missed the preparation and Christmassy atmosphere. This, for me, is the time to be spent with my loved ones and, obviously, stuffing myself full of food.

My friends from Vietnam are still studying in Europe. We have not seen each other for 10 months but I feel like it was yesterday. Even though we are busy most part of the year we try our best to carve out some time to meet. Christmas time is perfect for that.

Phuong arrived first. There was no stopping our conversation and a late night crept up on us quickly. The following day we went for a trip to Swinoujscie where we’ve walk the widest beaches in Poland. We also visited the Polish-German border. Not everywhere in the world it’s this easy to stand in two countries at the same time. It’s also a very nice place to be as the boarder crossing is situated in a forest and beach.

Cold and hungry we get back to Pobierowo where Phuong prepares a real feast for us. Half of her suitcase was taken up by Vietnamese spices and food. She made mix Pho – amazing. We’ve decided to spend the Christmas time in my family home where it’s celebrated in a very traditional way. The following morning we packed and set off to Mechowo.

Tom and dad brought in the tree and Phuong and I, together with my sister Betty took care of decorating it. In the afternoon Phuong with my mom made spring rolls while me and Tom went to Szczecin to pick up Dung and Duy.

When we travel, especially on our way back from places I lived in for a while I always bring tons of stuff back with me. Tom sometimes gets a bit anxious about the amount of luggage I have but it’s hardly surprising since he’s the one carrying it everywhere.

They arrived before midnight. We greeted each other and rushed to help with the luggage. Buy pull a large suitcase from the luggage hold of the coach. Nothing too surprising, knowing that they came to Poland for a week in winter. Then another one came out. Same size as the first one. This one was followed by another two, slightly smaller ones. My first thought was about the space in the car but I shortly realised that from now Tom would never be able to tell me I overpack. Later we found out that Dung is in the process of moving between two cities. Packed like sardines but happy. We came back home. A few moments for a chat and off to bed. The coming days looked to be quite busy.

23rd of December started with a long breakfast we had together. Me and the girls made a start on the Christmas candy while Duy and Tom decorated the yard and were our errand boys.

Duy has taken on a challenge to peel horseradish in which Dung had a hand too. It turns out that it became his favourite Polish delicacy. Phuong decided to take us to the Vietnamese paradise yet again. That day she made my favourite Vietnamese dish – bún chả. Something I wouldn’t even dare to dream about came true. In my family home, with family and friends we ate the most delicious bún chả. It was definitely the best bún chả I’ve ever had and I had it lots of times. Phuong, cảm ơn (thank you) very much! After a rather hearty lunch it was time to pack the gifts which Dung certainly excels at. We were joined by Kasia and Piotr and we finished the day off with the tinctures tasting session.

The following day was spen on the final preparation, tidying up, dumpling making, cake baking, fish frying and salad chopping. Cooking together was accompanied by discussions, laughter and many stories. Even though Poland and Vietnam are thousands of miles apart and seem so very different they have a lot in common. Our Christmas, in their preparations and time spent with family are very similar to the Vietnamese Tết holiday (Vietnamese new year). Around 4pm we started setting the table for a Christmas Eve supper for 15 people.

The table was filled with all sorts of food, including Asian cuisine like sushi or spring rolls. It was a bit of an exception at my parents’ house. After a prayer, sharing of the wafer and wishes of the greatest things it was time to feast.

This year everyone in the house was very good because there was no space left under the tree for more presents, all of which brought joy (and surprise) to everyone. After the exchange we made our way back to the table and switched to the sweet part of the night, accompanied by games of poker, Jenga and spillikins. The midnight mass came quickly and after that we proceeded to a meets-tasting session – a moment Dung was so looking forward to as the complete non-vegetarian. 4am found us full of meat and tinctures.

Christmas day passed lazily with us around the table and on walks. The following day we went to see Kolobrzeg where we spent the afternoon walking on the beach and eating waffles.

For supper we went to Tom’s parents where we’ve tasted a delicious duck with some wonderful gingerbread for desert. The evening passed around tea and conversation. The next day after breakfast we had to travel to Szczecin as it was time for Phuong to make her way back to Paris. In the evening a pizza and a movie night for two super couples.

Friday was spent in Swinoujscie where Dung fell in love with our ceramics from Boleslawiec so much that she nearly cleared out half of the store. Herring sandwich in one hand and mulled one in the other we went to walk on the beach again. In the evening we went back to Mechowo where Dung had to pack her bags. That was a challenge! The following day we went ice skating in Szczecin. Even though it was their first time Dung and Duy had fun, and a few falls… Supper and it’s time to say good bye. The coach to Luxemburg departs from here. Leaving is never easy. Even with our promise of seeing each other soon it have ended with a few tears shed.

Christmas is always a special time of the year, full of happiness and warmth. This Christmas was extra special. We had a wonderful time. I’m so happy we were able to show our friends a little bit of Polish culture and tradition, that they were able to spend this time with us. This Christmas were full of more than just delicious food. It was full of joy, incredible conversations and the power of friendship. Phuong, Dung, Duy, you have become part of our family. The doors in our homes and hearts will always be open for you. See you again soon!


Kiedy dwa lata temu w okresie świąt Bożego Narodzenia leniłam się na leżaku na rajskiej wyspie Phu Quoc,  brakowało mi świątecznych przygotowań i całej około-świątecznej atmosfery. Święta Bożego Narodzenia to dla mnie czas z najbliższymi, a także czas obżarstwa.

Moi znajomi z Wietnamu nadal przebywają na studiach w Europie. Nie widzieliśmy się przez 10 miesięcy, ale mam poczucie jakby to było wczoraj. Pomimo codziennego natłoku zajęć, staramy się co jakiś czas spotykać. Okres Bożego Narodzenia był ku temu idealny.

Najpierw przyjechała Phuong. Rozmów nie było końca i późna noc nastała nas szybko.  Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Świnoujścia, gdzie pomimo deszczu spacerowaliśmy najszczerszymi plażami w Polsce. Udaliśmy się także na przejście graniczne z Niemcami. Nie wszędzie na świecie można w tak łatwy sposób stanąć jednocześnie na terenie dwóch państw. To także atrakcja dla nas, bo przejście graniczne w Świnoujściu wyjątkowo urokliwie przebiega przez las i plażę.

Przemarznięci i głodni wróciliśmy do domu w Pobierowie, gdzie Phuong przygotowała dla nas prawdziwą ucztę. Pół jej walizki zajmowały wietnamskie przyprawy i produkty spożywcze. Ugotowała mix Pho – coś przepysznego! Okres przedświąteczny i świąteczny postanowiliśmy spędzić w moim domu rodzinnym, gdzie święta zawsze obchodzone są bardzo tradycyjnie. Kolejnego dnia z rana spakowaliśmy się i pojechaliśmy do Mechowa.

Tomek z tatą przywiózł choinkę, a my z Phuong i moją siostrą Beatą zajęłyśmy się jej ubieraniem. Po południu Phuong wraz z moją mamą przygotowywała sajgonki, a my z Tomkiem ruszyliśmy do Szczecina by odebrać Dung i Duy’a.

Gdy gdzieś wyjeżdżamy, a zwłaszcza gdy wracam z miejsc, w których mieszkałam, mam zawsze sporo rzeczy do zabrania. Tomek zawsze się denerwuje, że znowu tyle tego wszystkiego nabrałam. W sumie to mu się nie dziwię, bo potem to on nosi te ciężary.

Przyjechali przed północą. Przywitaliśmy się i ruszyliśmy naprzeciw, aby pomóc z bagażami. Duy wyciągnął z bagażnika autobusu jedną wielką walizkę. W sumie to zrozumiałe. Przecież przyjechali na tydzień i to zimą. Po chwili pojawiła się jeszcze jedna równie wielka, a za nią kolejne dwie, już mniejsze. Pierwsza moja myśl, to obawy jak my się pomieścimy w samochodzie, ale jednocześnie czuję radość, że Tomek już nigdy nie będzie mógł mi powiedzieć, że zabieram gdzieś za dużo ubrań. Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że Dung jadąc do Polski jest w trakcie przeprowadzki pomiędzy różnymi miastami. Zapakowani jak sardynki, ale szczęśliwi, że znowu się widzimy wróciliśmy do domu. Chwila pogaduszek i poszliśmy spać. Kolejne dni zapowiadały się bardzo pracowite.

23 grudnia zaczęliśmy od długiego, wspólnego śniadania. Następnie z dziewczynami zajęłyśmy się przygotowywaniem łakoci na święta, a Duy z Tomkiem przystrajaniem podwórka i bieganiem na nasze posyłki.

Duy podjął się wyzwania obierania chrzanu w czym dzielnie pomagała mu Dung. Własnoręcznie starty chrzan okazał się ulubionym, polskim przysmakiem Duy’a. Phuong postanowiła po raz kolejny zabrać nas do wietnamskiego raju. Tego dnia przygotowała moją ulubioną, wietnamską potrawę bún chả. Ziściło się coś o czym nawet nie śmiałam marzyć. W moim rodzinnym domu, z rodziną i przyjaciółmi, zjedliśmy najpyszniejszą bún chả. Była to najlepsza wersja tego dania jaką kiedykolwiek jadłam, a zjadłam ich wiele. Phuong, ogromne cảm ơn (dziękuję)!Po obfitym obiedzie przyszedł czas na pakowanie prezentów, w czym Dung jest mistrzynią. Dołączyli do nas Kasia z Piotrkiem, a dzień zwieńczyliśmy degustacją domowych nalewek.

Kolejnego dnia odbyło się ostatnie sprzątanie, lepienie pierogów, pieczenie ciasta, smażenie ryb i krojenie sałatek. Przy wspólnym gotowaniu nie brakowało rozmów, śmiechu i wielu opowieści. Pomimo, że Polska i Wietnam są oddalone od siebie o tysiące kilometrów i pomimo, że wydają się tak różne od siebie, to mają wiele wspólnego. Nasze święta Bożego Narodzenia w sposobie przygotowywania i wspólnego czasu z rodziną są podobne do Wietnamskiego Święta Tet (wietnamski nowy rok). Około godziny 16 zaczęliśmy przygotowywać stół do wigilijnej kolacji na 15 osób.

Na stole nie zabrakło azjatyckich dań takich jak sajgonki czy sushi. To tegoroczny wyjątek od tradycji domu moich rodziców. Po wspólnej modlitwie, dzieleniu się opłatkiem i życzeniu sobie najwspanialszych rzeczy nadszedł czas ucztowania.

W tym roku chyba każdy z domowników był bardzo grzeczny bo pod choinką brakowało miejsca na prezenty, które wszystkim sprawiły wiele radości i zaskoczenia. Po wszystkim wróciliśmy do stołu kontynuować słodką część Wigilii, a potem wspólnie graliśmy w pokera, bierki i jengę. Czas szybko zleciał do pasterki, a po powrocie czekała na nas tradycyjna degustacja wędlin – moment na który szczególnie czekała Dung, która zdecydowanie do wegetarian nie należy. Przy wędlinach i nalewkach noc zastała nas o 4 nad ranem.

Pierwszy dzień świąt zleciał leniwie przy stole i na spacerach. Kolejnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę do Kołobrzegu, gdzie spędziliśmy całe popołudnie, spacerując po plaży i objadając się goframi.

Na kolację pojechaliśmy do Tomka rodziców, gdzie zjedliśmy przepyszną kaczkę i na deser ulubiony piernik. Wieczór zwieńczyliśmy herbatą i rozmowami. Następnego dnia po śniadaniu musieliśmy jechać do Szczecina, bo Phuong wracała już do Paryża. Potem współna pizza i wieczór filmowy na dwie pary.

W piątek wybraliśmy się do Świnoujścia, gdzie Dung zakochała się w naszej ceramice z Bolesławca i chciała wykupić pół sklepu 😛 W jedną rękę wzięliśmy bułę ze śledziem, a w drugą grzane wino i ruszyliśmy na spacer po plaży. Na wieczór wróciliśmy do Mechowa, gdzie Dung musiała spakować swoje walizki. To było wyzwanie! Kolejnego dnia pojechaliśmy na łyżwy do Szczecina. Choć to był pierwszy raz dla Dung i Duy’a i nie obyło się bez upadków, to był to wyjątkowo radosny czas. Wspólna kolacja i czas pożegnania, bo stąd rusza autobus do Luxemburga. Rozstania nigdy nie są łatwe. Choć złożyliśmy obietnicę szybkiego zobaczenia się ponownie, to nie obyło się bez .

Te święta były dla nas wyjątkowe. Wspaniale spędziliśmy czas. Cieszę się, że naszym bliskim znajomym mogliśmy pokazać trochę polskiej tradycji i kultury, że mogli być z nami w trakcie tego wyjątkowego dla nas czasu. Święta te były przepełnione nie tylko pysznym jedzeniem, ale radością, wspaniałymi rozmowami i mocą przyjaźni. Phuonh, Dung, Duy, staliście się częścią naszej rodziny. Drzwi w naszych domach i sercach zawsze są dla Was otwarte. Do zobaczenia!

Pictures by Tom, Dung, Phuong and me 🙂

Comments

comment(s)