Gran Canaria

Below you can photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersjagaleria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

Two weeks of intense studying have passed. On the 5th of June I was travelling on the metro, going to the University to attend my final exam. This wasn’t just my last exam in Spain but also the last one in my career as a student. I was accompanied by the incredible feeling of upcoming relief and happiness known to probably every student about to finish his studies. After 7 years of studying (2 Masters courses) the time finally came. I was going into the exam extremely tired. Happy, I’ve returned the last exam sheet ever. The happiness was amplified by the fact I only had a couple of hours before I was on the plane to Gran Canaria. Monica and I have decided over a month ago, during a time when we spent most of our days studying that we deserved a little bit of beach time before I went back to Poland. The tickets were quite cheap too.

The plane was due to depart at 21:50. We arrived at the airport an hour before departure. After a swift security check we were still in plenty of time and decided to have a pint at the airport cafe to help the time pass quicker. Ryaniar is famous for delaying the flights. Our previous flight to Santiago was delayed by nearly an hour. We assumed that this time won’t be any different. Calmly sitting quite a distance from our gate, around 30 minutes before the planned departure time we heard an announcement which turned out to be the last call to the passengers flying to Gran Canaria. We ran across the airport laughing and were the last to board the plane. I’m astonished by the fact that travelling together we have not been late to a single flight or bus. We both never check anything and do everything last minute.

The flight took 2.5h. We get to Maspalomas in a pre-booked taxi. On the way we are both starting to worry that everything is going just a tiny bit too smoothly and surely there must be something wrong with our accommodation. Although on student budget, taught by the experience at the Porto hostel we decided to go crazy and get a bungalow in Gran Canaria. After carefully looking and searching for any signs of some uninvited guests (read bed bugs and cockroaches) we were able to breathe a sigh of relief and go to sleep.

The next day we have slowly crawled out of beds. Dressed in the newly purchased swimsuits we set off for the beach. We laid on the beach reading books, napping, gossiping, swimming and, of course, eating all day long. On each of my trips I pay special attention to the food, which is also an element of the process of discovering the new place. Apologies for the lack of descriptions and photos but every time my meal is served I remember to take a photo a little too late.

The following days in Gran Canaria were very similar. Lazy beach days and evening fun in pubs. We have consciously decided to treat ourselves to a lazy trip and did no sightseeing. Only once we deiced to visit a different town. Our tour of Las Palmas ended up with a walk down a few streets, consuming delicious burgers and getting bac kto our part of the island.

The weather was perfect. It wasn’t a scorching heat although lots of tourists felt so hot that they decided to loose the swimsuits. Topless is a fairly popular style, especially among the 60+ female population. The gentlemen were not holding back either and proudly presented themselves with no swim shorts.

This wonderful ladies trip has come to an end. We had to get back to Seville where lots of packing awaited before my next trip – coming home, to Poland.

Below you can photo gallery  (wait for all thumbnails to load)





Minęły dwa intensywne i męczące tygodnie nauki. 5 czerwca z samego rana jechałam metrem na uczelnię na mój ostatni egzamin. Nie tylko ostatni w Hiszpanii, ale również ostatni egzamin w mojej studenckiej karierze. Towarzyszyło mi niezwykłe uczucie nadchodzącej ulgi i radości,  które zna chyba każdy student kończący studia. Po 7 latach studiowania (2 kierunki studiów) przyszedł ten moment.  Na egzamin szłam bardzo zmęczona. Szczęśliwa i uradowana oddałam swoją ostatnią kartę egzaminacyjną. Radości było tym więcej, że kila godzin po egzaminie miałam samolot na Gran Canarię. Wraz z Monicą, jeszcze miesiąc wcześniej, gdy obie całe dni poświęcałyśmy na naukę, uznałyśmy, że zasługujemy na odrobinę wspólnego plażowania przed moim powrotem do Polski. Bilety kupiłyśmy w prawdziwie okazyjnych cenach.

Samolot miałyśmy o 21:50. Na lotnisku byłyśmy godzinę przed wylotem. Po błyskawicznym przejściu przez kontrolę nadal pozostało nam sporo czasu, więc postanowiłyśmy usiąść w kafejce lotniskowej i wypić piwo, aby czas minął nam milej. Ryanair słynie z opóźniania lotów. Nasz poprzedni lot do Santiago był opóźniony o ponad godzinę. Wyszłyśmy z założenia, że tym razem nie może być inaczej.  Siedząc  spokojnie dość daleko od naszego gate’u, na 30 minut przed odlotem usłyszałyśmy informację, że to ostatni dzwonek, aby wejść do samolotu na lot do Gran Canarii! Biegłyśmy śmiejąc się, a do samolotu weszłyśmy jako ostatnie.  Nie wiem jak to możliwe, że wspólnie podróżując nie spóźniłyśmy się na żadem lot czy autobus. Obie nigdy niczego nie sprawdzamy dokładnie i wszystko robimy na ostatnią chwilę.

Lot trwał 2,5 godziny. Do miejscowości Maspalomas jedziemy wcześniej zamówioną taksówką. Po drodze obie mamy obawy, że wszystko idzie zbyt gładko i że z pewnością coś z naszym noclegiem będzie nie tak. Pomimo studenckich budżetów, po naszych przygodach w hostelu w Porto, zdecydowałyśmy zaszaleć i na Gran Canarii zarezerwować bungalow. Po dokładnym obejrzeniu i przeszukaniu jakichkolwiek oznak zamieszkiwania naszego miejsca przez innych, nieproszonych gości (czyt. pluskwy i karaluchy) odetchnęłyśmy z ulgą i spokojnie poszłyśmy spać.

Kolejnego dnia leniwie wygramoliłyśmy się z łóżek. Wystrojone w nowo zakupione stroje kąpielowe wyruszyłyśmy na plażę. Do samego wieczora leżałyśmy czytając książki, drzemiąc, plotkując, kąpiąc się i oczywiście jedząc. Na każdym z wyjazdów jedzeniu, które przecież jest także elementem poznawczym nowych miejsc, poświęcam dużo uwagi i czasu. Wybaczcie brak opisów kulinarnych i zdjęć, ale gdy już podadzą mi talerz, to zawsze o zdjęciu przypomnę sobie zbyt późno 😉

Kolejne dni na Gran Canarii wyglądały podobnie. W ciągu dnia lenistwo na plaży, a wieczorem zabawa w pubach. Świadomie zdecydowałyśmy się na leniwy wyjazd i nie zwiedzałyśmy. Raz tylko wybrałyśmy się do innej miejscowości. Nasza wizyta w Las Palmas skończyła się na powolnym przejściu kilku ulic, konsumpcji pysznych burgerów i powrocie do naszej części wyspy.

Pogoda dopisała. Nie było upalnie, chodź dla wielu turystów na tyle gorąco, aby nie zakładać strojów kąpielowych. Topless jest tu całkiem powszechne wśród pań wyraźnie po 60 roku życia. Panowie nie pozostają paniom dłużni i dumnie paradują bez kąpielówek.

Cudowny, babski wypad dobiegł końca. Czas powrotu do Sewilli przyszedł szybko, a tam pakowanie się do kolejnego wyjazdu – powrotu do Polski.

Comments

comment(s)