Vietnam. It’s been a year

Below you can photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersjagaleria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

It’s hard to believe that it’s been a year since I returned from Vietnam. Time flies. I don’t even know where the last 12 months have gone. It’s been an extremely intense time.

During my last days in Hanoi I was wondering how it will be when I return to Poland. Is it going to be difficult to live in Szczecin, without travelling, without delicious street food, riding my moped and many more wonderful aspects of living in Hanoi.

Packing my bags for my journey to Poland I felt that it was that moment when I should stay in Hanoi for at least another year. The city was no longer strange and new, I knew where to eat cheap and delicious meals, I had my routine and schedule as well as my friends. My incredible time I had in Vietnam has ended. I packed the bags with lots of local delicacies and my closest Vietnamese friends were supposed to go to France to study in August and September. Knowing that made my trip back so much easier.

I got back. Nearly nothing has changed. My parents planned to paint the flat hoping they’ll make it before my return. Unfortunately they didn’t. First days were spent on painting and tidying up my clothes.

At first it didn’t feel like I was gone for 10 months. In Mechowo time passed busily but idyllically, as you’d expect from the countryside.

I never had problems with changing time zones and adapted quickly. Here I was still lost in time. In Hanoi at 6pm it was completely dark while here the sun didn’t go down before 10pm. Not looking at the watch I often walked into closed doors of shops after 8 or 9pm. Shortly after my return my Friend Aga was getting married and a few days later I went to work by the seaside.

In November – return to Szczecin. Luckily going back to uni I knew that I’ll shortly be packing my bags for another exchange.

The time between my return from Hanoi and departure for Spain was busy. There was a lot going on. Trying to find a flat in Szczecin I ended up in the dormitory. Having found my place I was able to take care of other things. I signed up for a Spanish and English course, went to yoga and other fitness classes. Every day started really early. First the university then extracurricular activities and in the middle of it all was writing my thesis. Didn’t even realised that December already started and it was time to prepare for my exams. Because of my trip to Seville I had to pass them all earlier than other members of my class.

When I look at this crazy and intense period of time in hindsight I realise that filling up every single moment of my time was just a subconscious way of making myself forget how much I missed Vietnam. Deep down I missed those days.

Since I left Vietnam I met my friends a few times. Twice in Poland, once in Paris and once in Seville. We’re still staying in touch and planning future meetups while they’re still in Europe. Thanks to them I feel that Vietnam is that little bit closer.

It’s been a year and during this time I managed to fulfil one of my childhood dreams (Chefchaouen) and loose a few kilos I brought back from Vietnam, courtesy of the rice-based diet. I’m ready to go back. I really hope it’s going to be possible, even if it’s just for a few days.


Ciężko mi w to uwierzyć, że minął już rok od mojego powrotu z Wietnamu. Czas płynie bardzo szybko. Nie wiem kiedy zleciało te 12 miesięcy. To był niezwykle intensywny okres.

W ostatnich dniach mojego pobytu w Hanoi zastanawiałam się jak to będzie, gdy wrócę do Polski. Czy będzie mi ciężko mieszkać w Szczecinie, bez podróżowania, bez pysznego ulicznego jedzenia, bez jeżdżenia na skuterku i wielu innych wspaniałych aspektów mieszkania w Hanoi.

Gdy pakowałam walizki do Polski, to czułam, że jest to właśnie ten moment, w którym powinnam zostać w Hanoi na przynajmniej jeszcze jeden rok. Miasto nie było mi już obce, wiedziałam gdzie tanio i pysznie zjeść, miałam swoje przyzwyczajenia, układ dnia, a także miałam swoich znajomych. Mój cudowny, wietnamski czas dobiegł końca. Spakowałam w walizki wiele lokalnych pyszności, a moi najbliżsi wietnamscy znajomi w sierpniu i we wrześniu mieli przyjechać na studia do Francji. Z myślą, że za chwilę spotkamy się w Europie do domu wracało mi się dużo lżej.

Wróciłam. Prawie nic się nie zmieniło. Rodzice zaplanowali malowanie mieszkania myśląc, że zdążą przed moim powrotem. Niestety nie udało im się to. Pierwsze dni spędziłam na malowaniu i porządkowaniu swoich ubrań.

Na początku nie odczuwałam, że nie było mnie 10 miesięcy. Czas w Mechowie płynął pracowicie, ale i sielsko, jak to na wsi.

Nigdy nie mam problemu ze zmianą strefy czasowej i łatwo się adoptuję. Tu jednak wciąż gubiłam się w czasie. W Hanoi o godzinie 18:00 robiło się całkowicie ciemno, a u nas było widno do 22:00. Nie patrząc na zegarek ze zdziwieniem zderzałam się z zamkniętymi  drzwiami sklepów, po godz. 20:00 czy 21:00. Niedługo po powrocie był ślub mojej przyjaciółki Agi, a kilka dni później poszłam do pracy nad morzem.

W październiku powrót do Szczecina. Na szczęście wracając na studia wiedziałam, że już niebawem znowu będę pakować walizki na kolejną wymianę.

Okres od powrotu z Hanoi do wyjazdu na studia do Hiszpanii był bardzo intensywny. Działo się dużo. Poszukiwanie mieszkania w Szczecinie skończyło się decyzją o zamieszkaniu w akademiku. Mając już swoje miejsce mogłam zająć się innymi sprawami. Zapisałam się na kurs hiszpańskiego i angielskiego, chodziłam na jogę i inne zajęcia fitness. Każdy dzień zaczynałam bardzo wcześnie. Najpierw uczelnia, potem zajęcia dodatkowe i w międzyczasie pisanie pracy magisterskiej. Nawet się nie obejrzałam, a był już grudzień i musiałam zacząć uczyć się do egzaminów. Ze względu na wyjazd do Sewilli musiałam zaliczyć wszystkie egzaminy dużo wcześniej niż reszta osób z grupy.

Gdy z perspektywy patrzę na ten szalony i intensywny okres, w którym wypełniałam każdą wolną chwilę, wiem, że podświadomie nie chciałam dopuścić do siebie uczucia tęsknoty za Wietnamem. W głębi serca bardzo mi brakowało tamtych dni.

Od dnia kiedy wyjechałam z Wietnamu widziałam się z moimi znajomymi kilkukrotnie. Dwa razy w Polsce, raz w Paryżu i raz w Sewilli. Nadal utrzymujemy kontakt i planujemy kolejne spotkania póki są jeszcze w Europie. Dzięki nim mam poczucie, że Wietnam jest teraz nieco bliżej.

Minął rok, w tym czasie udało się spełnić jedno dziecięce marzenie (Chefchaouen) i zrzucić kilka kilogramów, z tych które przybrałam na diecie ryżowej w Hanoi. Jestem zatem gotowa na powrót do Wietnamu. Mam nadzieję, że będzie to możliwe za jakiś czas, choćby na kilka dni.

Comments

comment(s)