Bali

Bali Again

Tęsknię za domem. Powrót choćby na kilka dni jest niemożliwy z uwagi na umowę, która zabrania mi w okresie studiów powrotu do Europy. Na szczęście mój drugi dom i rodzinę mam na Bali! Będąc tak blisko nie mogłabym ich nie odwiedzić. Bali to moje miejsce na ziemi. Tu czuję się u siebie. Dzień zaczynam od zakupu owoców u ulubionej sprzedawczyni. Obowiązkowe są mangostany, których nie udało mi się nigdy znaleźć w Europie, ani jak dotąd także w Wietnamie. Do koszyka trafiają mango i rambutany. Nie obejdzie się bez pełnego uśmiechów targowania i gratisowych owoców dla wiernej klientki. Tu mam też swoją krawcową, która wciąż ma notatki odnośnie moich poprzednich zakupów. Jest i Cantina, knajpka na plaży, w której pracuje zawsze serdeczny Wawan i jego koledzy. Widok na morze, dobra muzyka i pyszne koktajle.

Dzień zaczynamy od odebrania ze szkoły 10 letniej Egi. Radości ze spotkania nie ma końca – z obu stron. Wspólnie z jej tatą jedziemy na skuterach do domu na wspólny lunch przygotowany przez Ayu. Czas mija na rozmowach, opowieściach o tym co się u nas wydarzyło w minionym czasie. Zwyczajnie, jak to z rodziną. Dzień wieńczy stek z tuńczyka i zachód słońca w Cantinie, a na deser mangostany! O poranku ruszamy z Inyokiem i Egą na drugą stronę wyspy, na plażę Blu Hole, popatrzeć jak rozbijają się fale i pospacerować po czarnym, wulkanicznym piasku. Po drodze lunch i słynna zupa Soto Ayam – taki balijski rosół z kurkumą. Po południu przymiarki i zakup kilku nowych sukienek. Takich wzorów tkanin jak na Bali nie ma nigdzie! Kolacja za 6 zł przy rynku owocowym i koktajl z avocado.

Kolejnego poranka spotykamy się w komplecie. Ayu na tę okazję wzięła wolne z pracy, a dzieci mają dyspensę od szkoły. Ruszamy pod wulkan Agung, do maleńkiej wioski, w której wychowała się Ayu, do miejsca gdzie rzadko docierają turyści. Wspólny lunch na tarasie rodzinnego domu, spacer po polach ryżowych w towarzystwie lokalnych dzieci i wędrówka nad górską rzekę. Sielanka, a widoki nieziemskie. Nie bez powodu w tej maleńkiej wiosce w jedynym, w tej okolicy domu gościnnym zatrzymywali się David Bowie, Roman Polański, Mick Jager i wielu innych znanych celebrytów. My mamy jeszcze większe szczęście. Nie jesteśmy otoczeni obsługą, a uśmiechniętymi miejscowymi i naszą balisjką rodziną. Kolejny dzień spędzamy na plaży. Odbieram nowe ubrania 🙂 Żegnamy się. Wcześnie rano czas w dalszą podróż.


I miss home. Going back for even just a few days is impossible due to the clause in my contract that forbids me from traveling to Europe throughout the scholarship. Luckily I’ve got another family and another home in Bali. Being so close I could not not visit them. Bali is my second place on earth. I feel at home here. I start the day buying fruit from my favourite market stall. Mandatory Mangostaeen, which I was never able to find in Europe, or even in Vietnam, so far. Our menu is filled with mango and rambutans. It wouldn’t be the same without the haggling (full of smiles) and some free fruit for the regular customer. I’ve got my tailor here too, who still has the notes she made about my previous purchases. There’s also the “Cantina”, a cafe at the beach with the ever-so-kind Wawan and his friends. The view of the see, good music and delicious cocktails.

First important point of the day is to pick up a ten year old Egi from school. Seeing each other again fills us all with joy. With her dad we ride our mopeds home to have lunch, prepared by Ayu together. Time goes by as we talk about all that’s happened to us since our last meeting. The usual – like you would with the family. The day ends with a tuna steak and a sunset at Cantina, with mangosteen for desert. In the morning we’re off to the Blu Hole beach on the other side of the island with Inyok and Ega to see the crashing waves and walk on the black, volcanic sand. Lunch on the way and the famous Soto Ayam soup – an Indonesian chicken soup with kurkuma. The afternoon is spent on fitting (and buying) a few new dresses. The patterns you can find in Bali you can’t find anywhere else. The dinner (costing us 1,5 USD) next to the fruit market and avocado cocktail we all meet.

Ayu took the day off at work for this occasion and the kids had a day off from school. We’re off to the Agung volcano, to a small village at its feet, to be precise. That’s where Ayu was born. Very few tourists ever get to this place. Lunch together on the terrace of the family home and a walk among the rice fields accompanied by the local children and a trip to the mountain stream. Idyll, mesmerising views. There’s no surprise that this tiny village, the only guesthouse in the area was visited by David Bowie, Roman Polanski, Mick Jagger and many other celebrities. We’re in an even better position, visiting with a Balinese family, not surrounded by room service but by smiling locals. The next day is spent on the beach. I pick up my new clothes and say good bye to my family and friends as the next part of the travel starts early in the morning.

Comments

comment(s)