Hong Kong

Hong Kong

Zdaję się na Tomka. Hong Kong to jego marzenie, a dla mnie każde nowe miejsce to wspaniała przygoda. Z Paryża lecimy dwupiętrowym Airbus’em A380 – co za komfort! Spacerujemy szerokimi korytarzami samolotu, gimnastykujemy się wchodząc na piętro po krętych schodach. Na trzy dni pobytu kupujemy kartę turystyczną, która daje nam możliwość nielimitowanych podróży komunikacją miejską.

Przylatujemy wieczorem. Zakwaterowani w hostelu, jednym z setek mieszczących się w słynnym budynku Chungking Mansions. Przedzieramy się przez stragany, aby wśród nich odnaleźć właściwą windę i wybrać tą, która zawiezie nas na nasze nieparzyste piętro! Po lewej kursuje winda na piętra parzyste, a po prawej nasza. Łóżko okalane ścianami, z dojściem tylko od strony nóg, 30 cm przerwy i wejście do łazienki, gdzie aby wziąć prysznic trzeba okrakiem stać nad zalewaną wodą toaletą. Dla zainteresowanych jest też opcja wzięcia prysznica podczas korzystania z toalety 😉 Jest czysto i mamy wszystko co trzeba. Nie chce nam się spać. Ruszamy na nabrzeże. Wkoło słychać język chiński, a wieżowce po drugiej stronie Rzeki Perłowej migoczą światełkami. Jest pięknie. Dzień zaczynamy skoro świt. Spacerujemy bez konkretnego celu wzdłuż Alei Gwiazd. Pomnik Bruce’a Lee, odciśnięte dłonie Jackie Jana i Jeta Lee. Tomek jest w siódmym niebie. Na jednym z placów mieszkańcy ćwiczą Tai Chi. Niebo nieco pochmurne, ale nie pada. Szukamy uliczek z jedzeniem. GPS, który miał nas zaprowadzić w określone miejsca, często gubi zasięg wśród wieżowców. Głodni zjadamy chińską zupkę, którą przygotować można sobie samemu w większości sklepów spożywczych. Jedzenie w restauracjach, jak na naszą kieszeń, jest tu drogie. Jedzenie to jednak dla nas podstawowy element poznania, więc nie opieramy się pokusom. Wchodzimy zawsze tam, gdzie niewiele naszych, a pełno miejscowych. Sprowadza się to często do pokazywania palcami w talerz sąsiada lub obrazków na obcojęzycznym menu, ale najczęściej opłaca się.

Hong Kong przemierzamy wzdłuż i szerz korzystając z metra, które doskonale komunikuje całe miasto. Odnosimy wrażenie, że ulice podzielone są tu tematycznie, w zależności od tego czym się handluje. I tak trafiamy na ulicę kwiatów, alejkę z egzotycznymi ptakami, ulicę pełną sklepów z butami i inną ze sprzętem foto. Podążając za tłumem, trochę przypadkiem trafiamy na stołówkę mieszczącą się w naszym przeogromnym budynku mieszkalnym, gdzie serwuje się prawdzie chińskie smakołyki. Dzień dobiega końca i w końcu przejaśnia się. Zwieńczeniem naszego pobytu jest wjazd kolejką na Victoria Peak, szczyt z którego rozpościera się wspaniała panorama na cały Honk Kong. Obraz tak nierealny, że ma się wrażenie pobytu w kinie. Obraz do zapamiętania na długo. Pora ruszać dalej. Przed nami Tajlandia!


I’m going with Tom’s choice. Hong Kong is his dream and for me every new place is a great adventure. From Paris we fly in a double-decker Airbus 380 – what a comfort. Walking down the aisles and exercising by walking up the spiralled stairs to the first floor. We buy a tourist travel card for the three days of our stay. It lets us use the public transport with no limits.

We arrive in the evening. Staying in a hostel, one of hundreds located in a famous building called Chungking Mansions. We get through market stalls to find the correct lift, one that will take us to our odd floor! On the left we have the lift that goes through the even floors and on the right is the one we have to take. The bed is literally surrounded by walls with access only from the feet side of the bed, 30cm away from the entrance to the bathroom where, to take a shower you have to stand over the toilet. If you have to know (and I’m sure you do) yes, you can take a shower while on the toilet. It’s clean and we’ve got everything we need. We don’t want to sleep so a decision to see the coast is made and executed. You can hear the Chinese language all around and the skyscrapers on the other side of the Pearl River shimmer with their lights. It’s beautiful. We start our day at dawn. Walking with no apparent purpose down the Avenue of the Stars. The statue of Bruce Lee, Jackie Chan’s and Jet Lee’s hand prints. Tom is in heaven. One of the city’s squares is filled with people practicing Tai Chi. It’s slightly overcast but not raining. We’re looking for streets with some food. The GPS that was supposed to get us places loses signal among the skyscrapers. Hungry, we decide to get a Chinese soup that you can make yourself in many of the local shops. Dining in restaurants is expensive but it’s also a part of the way we learn more about the places we visit so we don’t resist. We always pick the places that are filled with locals. It comes down to pointing at other people’s tables or the pictures in the menu but it pays off.

We travel through the city using the underground which is great at connecting the entire place. It seems that the streets are divided based on what’s being sold there. We get to a street full of flowers, then exotic birds, one full of shoe shops and another one for photographers. Following the crowd, we accidentally end up in the cafeteria in the massive building that is now our home, which as it turns out serves real Chinese delicacies.

The day is coming to an end and it’s getting less cloudy. We end the day with a trip in a tram to Victoria Peak, from where we can see a beautiful panorama of the entire Hong Kong. It looks so unreal that you feel like you’re in a cinema. Something that will most certainly stay in our memories. Time to continue our travel. We’re coming Thailand!

Comments

comment(s)