Jerozolima

Jerozolima / Jerusalem

W drodze na wycieczkę do Jerozolimy poznaliśmy Jolę i Marcina, których wspominałam w egipskim poście. W środku nocy czekamy cztery godziny na przejściu granicznym łączącym Egipt z Izraelem. Jest dużo czasu na rozmowy. Marcin już tu był i wie, że to może potrwać. Trwa. Mimo wcześniejszych uprzedzeń widok agentów Mosadu budzi strach, a szczegółowa kontrola graniczna i wywiad z pytaniami o rodziców i dziadków przeszywa chłodnym dreszczem w tą upalną noc. Jedziemy dalej. Jak to na wycieczkach zorganizowanych jazda trwa najdłużej, a tempo zwiedzenia jest zawrotne. Ściana Płaczu, spacer Drogą Krzyżową, Bazylika Grobu Pańskiego. Szybko, w straszliwym gorącu. Powietrze stoi w miejscu. W czwórkę uciekamy z wątpliwie smacznego obiadu, który rekompensujemy sobie zimnym piwem, podziwiając widoki wzgórz Jerozolimy. Dalej Betlejem. Zachwyt wzbudza skromność tych miejsc i ubóstwo. Brak przepychu i złota, które tak mocno raziło mnie w kościołach w Portugalii. Pełni pokory wyjeżdżamy z Jerozolimy na wieczorną kąpiel w Morzu Martwym. Woda jest aż gęsta od soli, która szczypaniem daje nam znać o najmniejszych zadrapaniach. Wyporność sprawia, że lewitujemy przy powierzchni, a głębokość przestaje mieć znaczenie. Jeden z towarzyszy podróży wybiega z wody szybciej niż do niej wszedł, przeklinając przy tym okrutnie. Obtarte po „Zemście faraona” zakończenie przewodu pokarmowego zetknęło się z solą…Musiało boleć! Uciekamy w egipską noc by kolejnego dnia odpocząć na leżaku.

 


On our trip to Jerusalem we met Jola and Marcin whom I mentioned in my post about Egipt. In the middle of the night we’re stuck ath the Egyptian-Israeli border. For four hours. Plenty of time to talk. Marcin gives us a little heads up that it will take a while. And it is taking its time. Although we were warned, the sight of Mosad agents is a little terrifying and the very thorough border control and an interview including questions about parents and grandparents sends a cold shiver down my spine. We carry on going. As it usually happens on an organised excursion the travel takes the longest and the sightseeing happens at a speed of light. The Wailing Wall, walk up the Way of the Cross, Basilica of the Holy Sepulchre. Quick and in terrible heat. The air doesn’t move. The four of us escape the dreadful lunch and fill up with cold beer admiring the beautiful views around Jerusalem. Next stop – Bethlehem. All the places are delightfully modest and meagre so strongly contrasting with the splendour and gold filling the churches in Portugal. Humbled we enter Jerusalem for an evening bath in the Dead Sea. The water is thick with salt which reminds us about every single, even the tiniest scratch. The buoyancy feels like levitating and the depth makes no difference. Suddenly one of our companions jumps out of the water much quicker than he was getting in, swearing and shouting like crazy. It turns out that the ending the gastrointestinal tract after the “Revenge of the Pharaoh” doesn’t play remarkably well with a large amount of salty water. That must have hurt. We disappear into the Egyptian night to go back to being sunbed-bound again the next day.

Comments

comment(s)