Egypt 2011

Egipt – moja pierwsza zagraniczna miłość / Egypt – my first love abroad

Rok 2011. Wielka ekscytacja, brak obaw, bo jak się bać czegoś co nieznane. Po przepracowanych wakacjach pojawia się perspektywa dwóch tygodni odpoczynku. Pierwszych takich dwóch tygodniu w moim życiu. Pierwszy lot samolotem. Ależ podoba mi się start i to przyspieszenie! Choć niektórzy są wyraźnie zestresowani, w tym mój chłopak, który lata często, to ja widzę tylko powody do uśmiechu. Tak mam do dziś 🙂 Latanie sprawia mi przyjemność, choć te najdłuższe loty są wyczerpujące. Widok zapiera dech w piersiach. My i chmury, a na dole maleńki świat. Lądujemy na lotnisku w Sharm El Sheikh. Powietrze pachnie inaczej i jest gorące. Dojeżdżamy do hotelu, a tam moc basenów, morze i rafy. Dopiero na kilka tygodni przed wyjazdem do Egiptu nauczyłam się pływać 🙂

All inclusive – ta opcja daje poczucie komfortu. Nie trzeba się zastanawiać co za ile. Pozostaje tylko relaks. Oswajamy się z wodą w licznych basenach i w cieniu parasoli odsypiamy wcześniej niedospane noce. Pełna obaw schodzę po drabince z wysokiego pomostu i skaczę na głęboką wodę Morza Czerwonego. Niepewność początkującego pływaka zostaje odsunięta na bok w imię zachwytu nad tym co pod wodą. To nie to samo co rybki w akwarium! Nie sposób opisać mieniące się w świetle słonecznym barwy rafy koralowej i morskiej fauny. Hotel wybraliśmy właśnie tak, aby mieć pewność, że będzie przy nim choć kawałek żywej rafy. Kolejne dni spacerów po promenadzie wzdłuż plaży, leżakowania, czytania książek i snurkowania. Jedziemy na wycieczkę gdzie poznajemy parę innych Polaków. Przypadliśmy sobie do gustu. Na terenie hotelu spędzamy czas osobno, a poza nim wzywa nas wspólna przygoda. Jazda lokalnymi busikami pełnymi Egipcjan do Naama Bay to fantastyczne przeżycie. Spacery mniej popularnymi ulicami uchylają rąbka z życia egipskiego, turystycznego miasta. Razem z nowymi znajomymi ruszamy na wycieczkę do Kairu. Żar, zawrotne tempo zwiedzania i niezapomniane wrażenia. Namacalność potęgi starożytnego świata porusza i budzi emocje.

Kolejne dni lenistwa, przyjemnego obżarstwa, dla którego przeciwwagą są godziny spędzone w wodzie. Wycieczka statkiem na rafy wokół wyspy Tiran i moje pierwsze spotkanie z meduzami. Rejs był wspaniały, ale meduzy – to nie dla mnie 😉

W międzyczasie pada na laptop i topimy podwodny aparat Tomka. Jest przygoda! 🙂

Wypoczęci, opaleni i z nowymi znajomymi wracamy do domu. Po powrocie utrzymujemy kontakt z Jolą i Marcinem, do których po jakimś czasie zawitamy jako goście weselni. Przez kolejne lata wciąż myślimy o wspólnej wyprawie, bo o dobrych kompanów, wybierających podobny styl zwiedzania i odpoczynku jest trudno.

Egipt to moja pierwsza zagraniczna miłość. Jak magnes przyciąga mnie woda Morza Czerwonego, pełna życia jakiego nie widziałam nigdy wcześniej ani później. Choć z jednej strony kuszą przygody, to nadal mam chęć na All Inclusive i totalne lenistwo. Tęsknota za Egiptem jest wieczna.


The year 2011. Extreme excitement, no worries – how can you worry about something you don’t know. After hard work all through the holiday I can see the light at the end of the tunnel – two weeks of leisure – first of its kind in my life. My first flight. I enjoyed the start, the thrust and acceleration. Although there are plenty of really stressed passengers, including my boyfriend who is a frequent flyer I can only see reasons to smile. It’s never changed. Flying is just a great pleasure, though the long ones can be exhausting. The view from up above is breathtaking. Just us and the clouds, far above a tiny world. We land in Sharm El Sheikh. The air smells so different and is pretty hot. We arrive at the hotel and we see many pools and the see, that I’m a little worried about.I’ve learnt to swim just a few weeks before my holidays.

All inclusive – assuring the comfortable stay. No need to worry about how much things cost.Just chilling. We slowly get used to the water in all the pools catching up on the Zs we missed previously. Full of doubt I slowly step down the ladder from the pier and just into the depths of the Red Sea. The uncertainty of a beginner swimmer is set aside and its place is taken by the amazing stuff that’s under water. It’s nothing like the colourful fish in a fish tank. It’s impossible to describe the colours and hues of the sunbathed reef and the sea life. We picked the hotel in a place that would definitely have access to some live coral reef. The next few days were filled with walks along the beach, sunbathing, reading and snorkelling. After a few days we go on an excursion here we meet a Polish couple. We like spending time with them. We are separate in the hotel but adventure keeps us together. Riding the local public transport full of Egyptians to Naama Bay is a fantastic experience. Walking not just along the main roads but wandering off the beaten track we see a bit of the real Egypt, the city of tourists. With our new friends we go for a trip to Cairo. Heat, manic sightseeing but unforgettable experiences. The ancient world so close to us is such a moving and emotional experience.

Another few days of laziness, mild gluttony offset by the increased activity. A cruise to the reef around the island of Tiran and my first jellyfish encounter. The cruise was amazing but the jellyfish – not for me.

In the meantime the laptop dies and Tom’s waterproof camera stops being waterproof.

Rested, sunburnt and with new friends we go back home. Egypt is my first love abroad. It draws me in with the waters of the red sea, full of colours and life I’ve never seen. Although you might be attracted to adventure everyone deserves the occasional all-inclusive laziness. After returning home we have not forgotten Jola and Marcin, whom we’ve had a pleasure of visiting on their wedding day. Through the years we’ve been planning another trip together cause it’s hard to find company who spends their holiday in the same way we do. Hopefully we’ll make it one day.

Comments

comment(s)