Kuala Lumpur, Malezja

Kuala Lumpur – nie tylko Petronas Towers / not only the Petronas Towers

Plan był taki, aby zobaczyć dwa duże Azjatyckie miasta, a czas pomiędzy nimi przeznaczyć na odpoczynek. Otwarcie przygody było w Singapurze, potem laba na Bali. Naszą pierwszą podróż do Azji zamyka Kuala Lumpur. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będzie to tradycja wszystkich kolejnych wojaży do Azji. Z lotniska do hotelu jedziemy autobusem linii lotniczych Air Asia. Nocleg wybraliśmy tak, aby było wszędzie blisko – zarówno do centrum jak i do środków komunikacji, które zabiorą nas na lotnisko. Decyzja była słuszna. Na dole naszego hotelu znajduje się hinduska restauracja Husen Cafe, w której odkrywamy wspaniałe smaki nieznanej nam zbyt dobrze dotąd kuchni. Ruszamy na miasto. Rozpadająca się taksówka zabiera nas do serca metropolii i słynnych Petronas Towers. Wierze robią niezwykłe wrażenie, a pod nimi ogromne centrum handlowe, które nas pochłania. Rzut oka na wieże o zmierzchu i powrót do Husen Cafe i kolejną porcję kurczaka tandoori.

Ciężki sen nie tylko z powodu wieczornego obżarstwa, ale także z uwagi na gorące, wilgotne powietrze. W Kuala Lumpur nic nie schnie! Z wcześniejszych podróży wiemy, że klimatyzacja jest super, ale ze względów zdrowotnych dobrze się od niej szybko odzwyczaić i korzystać tylko wtedy gdy jest absolutnie konieczna.

Kolejny dzień to wizyta w największym na świecie Parku Ptaków. Spędzamy tam 4 godziny. Dookoła latają kolorowe cuda! Potem snujemy się po słynnej China Town wśród miliona podróbek absolutnie wszystkiego. Z Kuala Lumpur wyjeżdżamy obkupieni w ciuchy – trafiliśmy na moc przecen oryginalnych ubrań światowych marek i marek azjatyckich. Choć w walizkach praktycznie nie ma miejsca, to żal nie wykorzystać okazji 🙂

Do Kuala Lumpur wracamy na koniec każdej naszej kolejnej azjatyckiej podróży. Ze względu na Husen Cafe, gdzie hinduska obsługa zapamiętała co lubi blondynka z Polski i jak dużo potrafi zjeść kurczaka tandoori 🙂 Przyciąga nas także szał zakupów 🙂 Teraz już wiemy, że w Kuala Lumpur zawsze trzeba mieść miejsce w walizce. Kolejne wizyty to także zwiedzanie nowych miejsc w mieście, bo zobaczyć wszystko na raz i w pędzie, to zdecydowanie nie dla nas.


The plan was to see two, large Asian cities and get some rest in between. The whole thing started in Singapore, then some serious laziness in Bali. Our first Asian trip ended in Kuala Lumpur. I had no idea back then that this will be a tradition for all our future trips into Asia. The transfer from the airport was provided by Air Asia. We picked out quarters strategically close to everywhere – city centre, public transport, airport. It was a good decision. On the ground floor of the hotel we had an Indian restaurant called Husen Cafe where we could discover incredible flavours of this not-so-well-known cuisine. Off to the city. The barely drivable taxi takes us to the very heart of the metropolitan jungle and the world-famous Petronas Towers. The towers make an incredible impression on us. Even more the massive shopping centre right below them where we get sucked in straight away. Another glimpse of the towers at dusk and back to Husen Cafe for another round of tandoori chicken.

It’s hard to fall asleep. Not just because of the full stomach but also because of the humidity and heat. In Kuala Lumpur nothing is ever really dry. Remembering the lessons from our previous voyages about how great the air-con is and how not great it is for our health we quickly un-learn living with it and learn to use it only if absolutely necessary.

Next day takes us to the world’s largest Bird Park where we disappear for 4 hours. Magical, colourful miracles flying all around us. Next we wander around the famous China Town surrounded by millions of fake everything. We leave the city with bags full of clothes – finding incredible amount of genuine international and specifically Asian brands was quite lucky. Even though the suitcases are full to the brim it’s a pity not to get our hands on these finds.

We go back to Kuala Lumpur after every single one of our trips to Asia. It’s because the staff at Husen Cafe remembers what the Polish blond likes and how much of tandoori chicken she can devour. Obviously the shopping spree is an important part too. We’ve learnt that we have to keep some free space in the suitcase for that amazing city.
Every trip is a new place to see, ’cause seeing the sights in a rush is definitely not our thing.

Comments

comment(s)