Singapur / Marina Bay 2014

Singapur – moje okno na Azję / Singapore – my window to Asia

Wakacje w Polsce w 2013 roku jak każde wakacje minęły mi pracowicie. Zarobione pieniądze przeznaczam na podróż, pierwszą podróż do Azji! Całkiem na własną rękę. Kierunek Singapur, a potem dalej… Kilkanaście godzin w samolotach i blisko 24 h w trasie. Wyjście z samolotu i pierwszy kontakt ze świeżym powietrzem, które pachnie zupełnie inaczej – to zawsze dla mnie szczególny moment. Zapach Singapuru, to świeżość, orientalność i czystość. Miasto z najlepszą komunikacją miejską z jaką dotychczas się spotkałam – nie korzystałam z niej jednak zbyt często. Kilka dni i kilkadziesiąt kilometrów na pieszo. Jak tu się zatrzymać gdy wszystko zapiera dech w piersiach, maszeruję z szeroko otwartymi oczami. Nocleg w pokoju wielkości łóżka, bez okien – to nic strasznego, to tylko po to żeby się przespać, ważne, że jak na Singapur jest tanio i w dobrej lokalizacji. Miasto zachwyca nowoczesną architekturą, która zderza się tu z tą mniej nowoczesną, ale niezwykłą, charakterystyczną dla grup etnicznych, kultur i religii występujących w Singapurze. Tętniąca życiem, soczysta zieleń i absolutny upał. Bez zapasu wody ani rusz! Na każdym kroku coś do jedzenia. Próbuję wszystkiego co nowe, szczególnie tych dań gdzie występują moje ulubione krewetki 🙂 I mają tu najlepsze na świecie lody w Mei Heong Yuen Dessert – znajdziecie je na zdjęciach. Dzień i noc – dwa zupełnie różne oblicza miasta. Wieczorne show światło-muzyka w Gardens by the Bay, które na kilka chwil przenosi do Pandory z filmu Avatar. Widok Marina Bay o zmroku i tętniącego życiem miasta – dopiero teraz powietrze robi się lżejsze. Lecę dalej. Kierunek Indonezja i Bali, rajska wyspa, która choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, będzie mnie przyciągać jak żadna inna, żeby tam wracać i wracać.





My holiday in Poland in 2013 were, just like all other holidays, very busy. The money I’ve earned were for travel, my first in Asia. Absolutely on my own. Destination – Singapore and beyond. Over a dozen hours on the plane and nearly 24 on the road. Getting off the plane and my first breath of fresh air that smells so much different is always a special moment for me. The scent of Singapore is an oriental freshness of cleanliness. The city has the best public transport I’ve ever seen in my life but I didn’t get to use it much. A few days and a few dozen miles walking. How do I stop when everything around me is so breath-taking, as I march with my eyes wide open? Spending the night in a room the size of a bed with no windows is not the end of the world. Just a place to sleep. What matters is it being relatively cheap (by Singapore standards) and in a good location. The city overwhelms with modern architecture colliding with less modern yet very specific to the ethnic group, cultures and religions that fill Singapore. Pulsating with life, juicy shade of green and unbearable heat. It’s impossible to function without a generous supply of fluids. Every step is a food stop. I try everything that’s new, especially anything with my favourite shrimp. Right here, in Mei Hoeng Yuen Desserts you can find the best ice-cream in the world – see for yourself (in the pictures). Day and night – two totally different faces of the city. The evening audio-visual show at the Gardens by the Bay takes you for a moment to Pandora, the world from Avatar. The view of the Marina Bay at dusk and the vibrating city – the air only just got lighter. I keep on going. Destination Indonesia and Bali, the paradise island that will draw me like nothing else.


Comments

comment(s)