Chipiona, Spain - SOTW

Chipiona & Cádiz

Below you can  photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersjagaleria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

The tour starts from Cadiz but Chipiona is the main part of the weekend hence it’s first in post title.

We travel from Seville to Cadiz by rented car and it takes just under 2 hours. This weekend is the last one in the carnival and the city is famous for its celebration extravagance.We find one of the last parking spots and squeeze through the narrow streets full of people in fancy dress. On the way we stop at a market where we indulge in seafood and move onto a promenade. Slowing down the pace we walk in the sun, admiring the views. There are no vacancies in any of the hotels so the plan was to spend a relaxing weekend in one of the seaside towns. By chance we end up in Chipiona, just 60km away. The town seems completely abandoned by tourists.Most hotels waits for the season to start before they open in June. We manage to find a small hotel by one of the beaches and one of the main streets at the same time. In full sun we spend the afternoon at the beach. The carnival celebrations start in the evening. Here they are different, though, as it’s clear that the residents know each other well and it feels very homely. The streets of the city are taken over by a procession of happy-looking fancy-dress-wearing people. It’s fun for both adults and children, even the small ones who, despite the noise manage to fall asleep in their decorated prams and special vehicles prepared specifically for them. The party would not be completed without food and drink. All the places on the main street are now open. Nobody speaks English and there are no tourists in sight, except for us. It’s just like it should be and the language barrier is not a problem when we deal with the friendly residents of Chipiona.

Tom wanted to take this opportunity to try sherry (wine + brandy) produced in the nearby town of Jerez de la Frontera. We get a taste in Chipiona, paid for by one of the residents. The atmosphere is wonderful but sherry is not really our thing so we cancel our plans to visit the sherry capital. Chipiona, much to our surprise, also produces its own alcohol. It’s a moscatel wine, expressive and full of sweetness. The wine comes in a few different varieties and is available not just in restaurants but also at the bottling plants that we pass every few hundred meters. The day ends with fish and seafood. The next day takes away the sea as low tide uncovers the hidden part of Chipiona’s coast. The day is spent on the beach, laying down as well as walking around. The time passes lazily, just like we wanted. The fancy dress is still not fully gone from the streets, as are singing residents. Our menu is once again dominated by fresh seafood. The following day we stock up on moscatel and set off back to Seville.


Kolejność zwiedzania odwrotna od tytułu posta, ale Chipiona stanowi większą i ważniejszą część weekendu dlatego postanowiłam wysunąć ją na przód.

Wciąż nie mogę pojąć dlaczego w wielu językach, w tym w polskim, tak znacznie zmienia się nazwy własne miast, rzek itd występujące w danych krajach. Kadyks mógłby przecież pozostać Cadiz’em 🙂 (lub choćby Kadiz’em)

Z Sewilli do Kadyksu jedziemy wypożyczonym autem. Docieramy na miejsce w niecałe 2 godziny. Na ten weekend przypada koniec karnawału, a miasto słynie z hucznego celebrowania tej okazji. Znajdujemy jedno z ostatnich w mieście miejsc parkingowych i przedzieramy się wąskimi uliczkami miasta pełnymi przebierańców. Po drodze odwiedzamy targ gdzie raczymy się owocami morza i ruszamy w stronę nadmorskiej promenady. Snujemy się powoli w pełnym słońcu podziwiając widoki. Ze względu na brak wolnych miejsc noclegowych w mieście mieliśmy luźny plan spędzić ten weekend w jakiejś niewielkiej miejscowości nadmorskiej. Zupełnie przypadkiem trafiamy do oddalonej o 60 km Chipiony. Miasteczko zdaje się opustoszałe z turystów. Większość hoteli i restauracji przy promenadzie czeka z otwarciem na sezon, który zacznie się w czerwcu. Znajdujemy niewielki hotel przy jednej z plaż i jednocześnie przy głównej ulicy miasteczka. W pełnym słońcu spędzamy popołudnie na plaży. Wieczorem zaczynają się obchody ostatnich dni karnawału. Tu jednak mają one nieco inny wymiar, bo wyraźnie widać, że mieszkańcy znają się nawzajem i panuje wyjątkowo rodzinna atmosfera. Ulicami miasteczka przechodzi kolorowy korowód radosnych przebierańców. W zabawie biorą udział dorośli i dzieci, także te najmniejsze, które mimo hałasów usypiają w przyozdobionych wózkach czy pojazdach przygotowanych dla nich specjalnie na okoliczność festiwalu. Uroczystości towarzyszy jedzenie i picie. Wszystkie lokale przy naszej głównej ulicy są teraz otwarte. Nikt nie mówi po angielsku, a turystów oprócz nas nie widać. Jest doskonale tak jak miało być, a bariera językowa nie istnieje jeśli mamy do czynienia z sympatycznymi mieszkańcami Chipiony.

Tomek podczas naszej podróży chciał spróbować sherry (wino wzmacniane brandy), która produkowana jest w pobliskim mieście Jerez de la Frontera. Próbujemy jej w Chipionie na koszt jednego z jej mieszkańców. Atmosfera jest wspaniała, ale sherry nie przypada nam do gustu więc odpuszczamy sobie dalsze plany wizyty w jej stolicy. Chipiona, ku naszemu zaskoczeniu także produkuje własny alkohol. Jest nim wino typu moscatel, wyraziste i pełne słodyczy. Wino występuje w kilku gatunkach, a można je kupić nie tylko w restauracjach, ale także w rozlewniach, które mijamy co kilkaset metrów. Wieczór wieńczymy rybą i owocami morza. Kolejny dzień przynosi odpływ, a wybrzeże Chipiony odkrywa przed nami swoje skrywane pod wodą oblicze. Dzień spędzamy na plaży, to leżąc, to spacerując. Czas mija leniwie, tak jak tego chcieliśmy. Na ulicach wciąż widać karnawałowo poprzebieranych, rozśpiewanych mieszkańców. Treścią naszego menu ponownie są świeże owoce morza. Kolejnego dnia rano zaopatrujemy się w niewielki zapas moscatel’a i wracamy do Sewilli.

Comments

comment(s)