Malaga & Gibraltar

Below you can  photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersja i duża galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

Finally, the long await beach. It’s warm, not extremely hot but around 20 degrees in the shade nicely wraps around the body cooled down by Alhambra. We are „beaching” under the palm trees. Lunch consists of calamari, octopus and grilled anchovies. Malaga itself is not that impressive. First line of buildings by the sea consist of tall hotels that are neither modern nor classic architecture. We spend the night at Torremolinos, a bit closer to our next destination and the room prices are much lower than in Malaga. The day ends with a sunset at a nearly empty beach, sipping Sangria.

We reach La Linea De La Conception before noon. It’s a place located at the boarded between Spain and Gibraltar, which is a British territory. We cross the boarder on foot moving across one of the most special airports in the world. Once a plane takes off or lands a barrier is lifted and pedestrian and motorists enter the runway. Ready, Steady… Gibraltar. We’re welcomed by a traditional phone booth and English slogans. We walk around sleepy streets of a picturesque town stopping for an English beer served by an old bartender speaking with a beautifully British accent. We take a cable car to the mountain of the great rock. It’s hot in the sun but also quite windy. We have a view of the sea to three sides and that’s how many sides the wind is blowing from. Tom’s anxiety about the sheer drops doesn’t seem to reach the level of mine caused by all of the monkeys around. Whole herd of macaques is not bothered by the tourists around, or do they… they seem to have made the hoards of people into a playground, jumping onto their backs and talking some little things. We’re always prepare for a meeting with apes making sure everything is tucked away and zipped. The view is breathtaking. Walking around, admiring the view below we see Africa just at our fingertips.

Just 9km later we treat ourselves to massive Fish and Chips and set off to the windy beach on the Spanish side. The night comes quickly and the morning welcomes us with a delicious breakfast at the hotel. On we go!

Ciąg dalszy naszej podróży. W końcu upragniona plaża. Jest ciepło, może nie gorąco, ale około 20 stopni w cieniu przyjemnie otula wychłodzone w Alhambrze ciało.  Plażujemy pod palmami. Na obiad kalmary, ośmiorniczki i grillowane sardele. Sama Malaga nie zachwyca. Pierwsza linia zabudowy przy plaży to wysokie budynki hoteli, ani o nowoczesnej, ani klasycznej architekturze. Na noc udajemy się do Torremolinos, gdzie trochę bliżej do naszego kolejnego celu wyprawy i ceny noclegów są niższe niż w Maladze. Dzień wieńczymy zachodem słońca na niemal bezludnej plaży, popijając sangrię.

Przed południem docieramy do La Linea De La Conception, miejscowości położonej na granicy Hiszpanii z Gibraltarem należącym do Wielkiej Brytanii. Granicę przekraczamy pieszo przecinając jedno z najbardziej wyjątkowych lotnisk na świecie. Po wylądowaniu i starcie samolotu podnosi się szlaban i czas na pieszych i zmotoryzowanych, którzy wkraczają na płytę lotniska. Gotowi do startu?! Gibraltar! Wita nas charakterystyczna budka telefoniczna i angielskie slogany. Przecinamy zaspane ulice malowniczego miasteczka, z przerwą na angielskie piwo zamawiane u starego barmana mówiącego z cudownie brytyjskim akcentem. Kolejką linową jedziemy na górę wielkiej skały. W słońcu gorąco, ale i wietrznie. Widok na morze mamy z trzech stron i wieje chyba w każdym kierunku. Tomka stresują przepaście, ale chyba mniej niż mnie obecność mieszkających tu małp. Całe stada makaków nic nie robią sobie z obecności turystów. No może jednak robią – plac zabaw, skacząc im na plecy i zabierając różne drobiazgi. Pod tym względem na spotkanie z małpami jesteśmy zawsze przygotowani i wszystko mamy pochowane jak należy. Widok zapiera dech w piersiach. Spacerujemy podziwiając to co w dole. Afryka już niemal na wyciągnięcie ręki!

9 km spaceru później ze smakiem raczymy się wielką porcją „Fish & chips” i ruszamy na wietrzną plażę po hiszpańskiej stronie. Noc przychodzi szybko, a poranek wita nas przepysznym hotelowym śniadaniem. Ruszamy dalej!

Comments

comment(s)