Granada

Below you can find  photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersja i duża galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

Study occupies me during the week but the weekends belong to me! While Tom is still with me in Spain we’re trying to make the most out of our time and see the area.

The rental, a shiny Fiat limo (model 500X) is our transports us from town to town, from village to village. A long weekend ahead of us so I’ll split it into two posts. First – Granada, a historic city located in Andalusia, in the medieval times the centre of the last Muslim state in the Iberian Peninsula. Covering 250 km takes us 3.5h due to some traffic and rest stops. We arrive before sunset. The horizon is painted by the snowy peaks of Sierra Nevada and the air is much sharper than in Seville. Our hotel sits opposite the Palaces of Alhambra, the single most important destination of our trip, which we’ll be visiting the following day. We set off to see the old town and it’s winding streets.

It’s almost impossible to shake off the feeling that we’re no longer in Spain and in fact somewhere in the Arab Peninsula as the Muslim culture and Arabic language are surrounding us from every side. We climb a hill with a view of the city and the Palaces of Alhambra. We don’t stick around for the sunset which, as we’re expecting, will draw crowds out of the city. Besides our tummies start reminding us that it’s time to find something to enjoy. The Spaniards are definitely a very relaxed nation. In the melting pot of Arabic spices and ever-present marijuana, in a small square by an old church we have a glass of wine.

In Granada it’s customary to receive free snacks with your alcohol so we manage to tame our hunger a little and continue our stroll down the alleys that look so different in the lights of the night. A quick stop to pick up some souvenirs and it’s time for a real feast in one of the crowded inns. The table is set with octopuses, calamaris and other rarities. All of the tapas we’ve ordered turn out to be free snacks for our drinks, only paying for the main courses. On our way back to the hotel we can’t resist and stock up on baguettes filled to the brim with Iberian ham.

Good morning Alhambra. It’s cold and the sun seems to be shy getting up. Welcomed by -2C we’re looking forward to the 14 hectares of wonderful structures and surrounding gardens. Our attention is instantly grabbed by the intricacy of the mosaics covering ceilings and walls. If it wasn’t for the cold coming from the marble floors you could think it’s getting warmer. Going through the halls and buildings takes several hours. I think the photos will tell you more than my own words. Majesty of the old cultures keep ahead of anything contemporary. Alhambra quickly ends up in the top three of all the architectural marvels I had the pleasure of visiting.

And we’re off towards more sun and waves. Sails set to Malaga… in the next post.


W ciągu tygodnia jest czas nauki, ale weekendy należą do mnie! Dopóki Tomek jest ze mną w Hiszpanii staramy się wspólnie wykorzystać czas na zwiedzanie okolicy.

Wypożyczoną, lśniącą limuzyną marki Fiat, model 500X ruszyliśmy na podbój miast i wsi! Przed nami długi weekend więc w postach rozbijam go na dwie części. Pierwsza to Granada, historyczne miasto położone w Andaluzji, w średniowieczu centrum ostatniego państwa muzułmańskiego na Półwyspie Iberyjskim. Pokonanie 250 km z uwagi na drobne postoje i korki zajmuje nam 3,5 godziny. Na miejsce docieramy jeszcze za dnia. Na horyzoncie malują się ośnieżone szczyty gór pasma Sierra Nevada, a powietrze jest znacznie ostrzejsze niż w Sewilli. Nasz hotel położony jest naprzeciwko zespołu pałacowego Alhambry, najważniejszego punktu naszej wyprawy, który będziemy zwiedzać kolejnego dnia rano. Ruszamy na podbój starego miasta i jego wijących się malowniczych uliczek. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy nie w Hiszpanii, a gdzieś na półwyspie arabskim, bo kultura muzułmańska i język arabski są tu wszechobecne. Wspinamy się na wzgórze z widokiem na miasto i zespół pałacowy Alhambry. Nie czekamy na zachód słońca, który podziwiać zapewne przyjdą tłumy. Poza tym burczenie w brzuchach sugeruje, że czas wrzucić coś na ząb. Hiszpanie mają w sobie luz. Wśród tego tygla mieszających się zapachów arabskich przypraw i wszechobecnej marihuany, na niewielkim placu przy starym kościele, wypijamy po lampce wina. W Granadzie zwyczajem jest serwowanie gratisowych przekąsek do zamówionego alkoholu, więc zaspakajamy pierwszy głód i dalej wijemy się uliczkami, które rozświetlone w barwach nocy wyglądają zupełnie inaczej niż za dnia. Zakupy drobnych pamiątek i czas na prawdziwą ucztę w jednej z zatłoczonych karczm. Na stół trafiają ośmiorniczki, kalmary i inne rarytasy. Wszystkie zamawiane przez nas tapasy są gratis jako przystawki do napojów. Płacimy wyłącznie za dania główne. W drodze powrotnej do hotelu nie możemy się oprzeć i na zapas, na kolejny dzień kupujemy bagietki wypchane po brzegi szynką iberyjską.

Dzień dobry Alhambra! Jest zimno, a słońce wstaje nieśmiało. Witają nas -2 stopnie C. Przed nami 14 hektarów bajecznych budowli i okalających je ogrodów. Nasze skupienie pochłaniają misternie wykonane mozaiki powierzchni ścian i sufitów. Gdyby nie chłód bijący od marmurowych posadzek można by uznać, że zrobiło się ciepło. Pokonywanie kolejnych sal i budynków zajmuje nam kilka godzin. Myślę, że dołączone zdjęcia więcej mówią niż powiedzieć mogą moje słowa. Majestat i potęga dawnych kultur dystansują wszystko co współczesne. Alhambra trafia do pierwszej trójki odwiedzanych przeze mnie w różnych częściach świata zabytków architektury. Ruszamy dalej gdzie więcej słońca i szum fal. Kierunek Malaga… w następnym poście!

Comments

comment(s)