Paris & Sky Team

Below you can  photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersja i duża galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

Bargain Hunters should rule the world 🙂 I only just managed to unpack in Seville when cheap flights to Paris started showing up. Since Valentine’s Day was just around the corner it wasn’t going to get any cheaper as the prices of flight to the „City of Love” were astronomical. For me, however, Paris is not the city of Love and I don’t need to be there on Valentine’s Day. I could agree with the „City of Friendship”, at least while my Vietnamese friends are studying here. When the news of Tom and I coming to Paris breaks everyone gets there, even if they study a few hundred kilometres from Paris.

Quan Picks us up from the airport. Travelling to the centre of Paris takes about 2 hours. We reach our destination where Phuong welcomes us with open arms and we are slowly joined by other members of the polish/vietnamese SkyTeam. It’s incredible how regular our meetings have become. It’s only been 2-3 months since the last time we’ve seen each other while we are supposed to live on the opposites sides of the world.

There’s no end to our conversations. Phuong made Vietnamese specialities accompany us alongside french wine. The night falls quickly. The next day is spent walking around the city. It’s really cold and I’m completely unprepared for it. I only packed my spring clothes to Seville. Friends help out. Sweaters, coats… the girls have good taste and I would gladly kept the clothes for longer 😉 A few minutes’ walk to the Notre Dame cathedral, next towards the Louvre followed by a few stops on the metro. Our french lunch together and a bit of a breather at Tra’s apartment. Later  we go to a Vietnamese restaurant where for the first time in over six months I was able to taste my favourite bún chả.

Tom and I separate from the group for a bit of shopping. Tom’s birthday is coming up. We return to our lodgings at Phuong and Bong’s place where a surprise party awaits him. Joy and fun did not end until late into the night.

The next day starts a little later. Paris is a huge city and moving around on the metro takes up quite a lot of time. We’re off to a rehearsal of the choir that Phuong and Bong sing with. A few photos together and our next target is Montre Marte. Lazy walk, visiting Sacre Care and then towards the Eiffel Tower. Photos and dinner together, on the narrow streets of the old town. Evening walk by the Louvre and we’re back at the apartment.

The next day we are tasting the famous French pasta with Trung. Then the only thing left to do is to get back to Seville. We managed to part ways without long goodbyes as I think we all feel we’ll be seeing each other really soon again.

Thanks you my friends for the warm welcome and lovely stay. Your warmth is overwhelming. Thank you for your dedication not just of your time and effort but also your own comfort for our comfort. We felt very much cared for by you in Paris. It was great to meet again and the feeling we’ve only just seen each other makes me even more sure that our friendship is timeless.

I’m particularly happy that I was able to meet those of you whom I was not able to see since I left Vietnam – Duong Hanh Phuong, Trung Thái Nguyễn, Nguyễn Xuân Phương, Hoang Manh Tran, Duc Hanh Nguyen.

Paris itself is not as delightful as expected. I’m aware that this time of the year is not on its side. But it’s more than just weather. I didn’t like the filthy streets and metro or the huge distances between attractions that took so long to travel. The locals sure have lots of reasons to be proud of their city but I have this feeling they treat their visitors with not enough respect and their pride could sometimes transform into arrogance. It’s not the kind of treatment and approach to a tourist that I’m used to during my not-so-few travels. I’m sure my views could change if I stayed longer, hoping to come across exceptions that I’m certain exist. This time was not that time. I’ve met some wonderful french people but my friends are not the citizens of the „city of love”. The trip was absolutely wonderful and Paris totally worth seeing! My favourite parts of it were, however, Vietnam-related :).


Do łowców okazji czas należy! Ledwie zdążyłam rozpakować się w Sewilli, a tu pojawiły się tanie loty do Paryża! Z racji zbliżających się Walentynek na lot później nie było szans. Ceny w kolejne weekendy lutego do „miasta miłości” były kosmicznie wysokie. Dla mnie Paryż to jednak nie miasto miłości i na Walentynki tam być nie muszę. Na „miasto przyjaźni” zgodzić się mogę, przynajmniej w czasie gdy studiują tam moi wietnamscy znajomi 😉 Na wieść o moim i Tomka przyjeździe, na weekend zjeżdżają się wszyscy, także Ci, którzy studiują kilkaset kilometrów od Paryża.

Z lotniska odbiera nas Quan. Podróż do centrum trwa około 2 godzin. Docieramy na miejsce gdzie z otwartymi ramionami czeka na nas Phuong i powoli docierają pozostali członkowie polsko-wietnamskiej drużyny SkyTeam. To niezwykłe, że dane jest nam ostatnio spotykać się regularnie. Od poprzedniego spotkania minęło zaledwie 2-3 miesiące, a przecież na co dzień mieszkamy po dwóch różnych stronach globu.

Rozmów nie ma końca. Towarzyszą temu przygotowane przez Phuong wietnamskie specjały oraz francuskie wino. Wieczór przychodzi szybko. Kolejnego dnia wspólnie ruszamy zwiedzać miasto. Jest zimno, a ja kompletnie nie jestem przygotowana na takie chłody. Do Sewilli zabrałam wyłącznie wiosenne ubrania. Przyjaciółki przychodzą z pomocą. Swetry, kurtki… dziewczyny mają dobry gust i chętnie zatrzymałabym te ubrania na dłużej 😉 Spacerem mamy kilka minut do katedry Notre Dam, potem idziemy w stronę Luwru. Kolejne przystanki pokonujemy metrem. Wspólny, francuski lunch w starym centrum Paryża i odpoczynek w mieszkaniu Tra. Później udajemy się na kolację do wietnamskiej restauracji gdzie pierwszy raz od pół roku zajadam się moim ulubionym wietnamskim przysmakiem bún chả!

Razem z Tomkiem odłączamy od grupy na drobne zakupy. Zbliżają się Tomka urodziny. Wracamy do naszego lokum w mieszkaniu Phuong i Bong gdzie czeka na niego niespodziankowe przyjęcie urodzinowe. Radości i zabawy do godzin nocnych nie ma końca.

Kolejny dzień zaczynamy nieco później. Paryż to wielkie miasto, a czas pochłania przemieszczanie się metrem. Jedziemy na próbę koncertu chóru, w którym śpiewają Phuong i Bong. Wspólne zdjęcia i dalej kierujemy się w stronę Montre Marte. Leniwy spacer, zwiedzanie Sacre Care, a potem w stronę Wieży Eiffla. Wspólne zdjęcia i obiad na wąskich uliczkach starego miasta. Wieczorny spacer przy Luwrze i powrót do mieszkania.

Kolejnego dnia wraz Trung’iem udajemy się na degustację słynnych, francuskich delicji makaronów (macaron). Potem już tylko pozostaje droga powrotna do Sewilli.

Obyło się bez wielkich pożegnań, bo chyba wszyscy mamy to poczucie, że ponownie spotkamy się za nie tak długi czas.

Dziękuję moi kochani za tak wspaniałe przyjęcie i gościnę. Wasza serdeczność jest wielka. Dziękuję za Wasze poświęcenie, nie tylko czasu i pracy, ale i własnego komfortu dla naszego komfortu. W Paryżu czuliśmy się pod Waszą opieką. Wspaniale było znów się spotkać, a towarzyszące mi uczucie, że widzieliśmy się zaledwie chwilę temu utwierdza mnie w przekonaniu, że nasza znajomość jest ponadczasowa.

Szczególnie cieszę się, że mogłam spotkać się z tymi z Was, których nie widziałam od mojego pobytu w Wietnamie – Duong Hanh Phuong, Trung Thái Nguyễn, Nguyễn Xuân Phương, Hoang Manh Tran, Duc Hanh Nguyen.

Sam Paryż mnie nie zachwyca. Mam świadomość, że pora roku nie sprzyja innym poglądom. Jednak nie spodobał mi się wszechobecny brud na ulicach i w metrze, a także ogromne odległości i czas jaki potrzebny jest na przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi atrakcjami miasta. Mieszkańcy Paryża mają zapewne nie jeden powód do dumy. Ja jednak mam poczucie, że wobec przyjezdnych unoszą się zbytnio, a duma nabiera barwę arogancji. To nie styl bycia i kontaktu z turystą do jakiego przywykłam, podróżując nie całkiem mało. Z pewnością podczas dłuższego pobytu mogłabym zweryfikować swoje poglądy o wyjątki, które od tych wniosków zapewne istnieją, tym razem jednak nie było mi to dane. Wśród moich dobrych znajomych są także przesympatyczni Francuzi, ale nie mieszkańcy „miasta miłości”. Wyjazd był absolutnie wspaniały, a Paryż wart zobaczenia! Ja jednak uwielbiam w nim najbardziej to co ma aspekt wietnamskości 🙂

Comments

comment(s)