The scent of oranges

Below you can  photo gallery  (wait for all thumbnails to load)
Poniżej polska wersja i duża galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)

It’s been six months since I left Vietnam. These were the quickest months of my life. I managed to spend some time at home, move out to a dorm and then move out of the dorm. It has been half a year of intensive studying and longing for warmth and sun. I can’t stay put. The first week of my studies at the Pablo de Olavide University in Seville, Spain, has passed. It’s beautiful!. On my first day I had the pleasure to visit a real Spanish household, where I was invited by Angelo (whom I met in Poland) and his parents. They welcomed me with their arms wide open.

The city is incredibly old and charming. Narrow streets writhing like a labyrinth leading to more and more fascinating relics, green squares and parks. I live in the very heart of Seville, right next to the cathedral. My bonny housemates are Monica from Mexico and Morgan from France.

It’s sunny and I’m surrounded by orange trees. Their scent is everywhere. I start each day with oranges – freshly squeezed. My daily menu consists of nut milk, tomato and onion jam, famous ripened meats, cheese, artichokes, olives and wine. All this is much cheaper here than in Poland. My new university has a massive campus. Classes are in English and the lecturers are very demanding.

More coming in… some time.
Adios! (PS. I’m starting to learn Spanish).

Minęło pół roku od mojego wyjazdu z Wietnamu. To były moje najszybsze miesiące. Zdążyłam chwilę pobyć w domu, przeprowadzić się do akademika i już się z niego wyprowadzić. To było pół roku intensywnej nauki i tęsknoty za ciepłem i słońcem. Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu. Minął mój pierwszy tydzień studiów na Pablo de Olavide University w Sewilli, w Hiszpanii. Jest pięknie! Już pierwszego dnia miałam przyjemność gościć w prawdziwym hiszpańskim domu, na zaproszenie Angela, którego poznałam w Polsce i jego rodziców. Przyjęli mnie z otwartymi ramionami i przepysznie zastawionym stołem.

Miasto jest niezwykle stare i urokliwe. Wąskie uliczki wiją się niczym labirynt doprowadzając do kolejnych zabytków, zielonych skwerów i parków. Mieszkam w samym sercu Sewilli, tuż obok katedry. Moje przesympatyczne współlokatorki to Monica z Meksyku i Morgan z Francji.

Jest słonecznie i wkoło rosną drzewa pełne pomarańczy. Ich zapach jest wszechobecny. Na pomarańczowo zaczynam każdy dzień – świeżo wyciskanym sokiem! Moje codzienne menu to mleko orzechowe, dżemy z pomidorów i cebuli, słynne, dojrzewające wędliny, sery, karczochy, oliwki i wino. Wszystkie te dobra w znacznie niższych niż w Polsce cenach. Moja nowa uczelnia, to wielki kampus. Zajęcia odbywają się w języku angielskim, a wykładowcy są zdecydowanie wymagający.

Więcej po jakimś czasie, w kolejnych postach.
Adiós! (Ps. zaczynam naukę hiszpańskiego).

Comments

comment(s)