Rodzina i okolica / Family and neighborhood

Poniżej galeria zdjęć i wideo (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)
Below you can find photo gallery and video (wait for all thumbnails to load)

Znalezienie i wybór mieszkania w kilkumilionowym mieście nie było wcale łatwe. Presja czasu, aby jak najkrócej mieszkać w hotelu, nie ułatwiała zadania. Od  początku wiedziałam, że chcę mieszkać wśród Wietnamczyków i jak najlepiej poznać kulturę oraz tradycje tego kraju.

Po ośmiu dniach poszukiwań i obejrzanych wielu lokalach, trafiłam do mieszkania, które najbardziej przypadło mi do gustu. Po wstępnych rozmowach właścicielka poinformowała mnie, że w mieszkaniu nad tym, które miałam wynająć mieszka Damian, Polak z Łodzi. W wielkim Hanoi nie mieszka zbyt wielu Polaków. To było niezwykłe szczęście i „kropka nad i” w mojej decyzji o wyborze tego miejsca – Damian przekonał mnie co do dobrej lokalizacji i sympatycznych właścicieli.

Zamieszkałam z wietnamską rodziną:  babcią, dziadkiem, „Elką właścicielką” i jej mężem. Od samego początku moja nowa rodzina bardzo się o mnie troszczy. Pamiętam, kiedy podczas jednej z pierwszych nocy odwiedził mnie wielki karaluch. Przerażona nie wiedziałam co ze sobą począć. Dla nich była to normalna i codzienna sprawa. Moja panika mogła być powodem do śmiechu, ale wszyscy domownicy przejęli się moim przerażeniem. Na drugi dzień przynieśli mi specjalny środek i wypryskali całe moje piętro. Za każdym razem gdy była inwazja owadów, szybko temu zaradzali. I tak było z wieloma innymi rzeczami. Zawsze życzliwi i pomocni, troszczą się o mnie i są bardzo cierpliwi. Nie raz zdarzyło się, że szłam do właścicieli z informacją, że coś nie działa lub się popsuło. Interwencja kończyła się szybką naprawą, a w wielu przypadkach pokazaniem mi co źle włączyłam lub wyłączyłam 😉  Dziadek czasem próbuje mnie uczyć wietnamskiego, ale kiedy po pięciu minutach powtarzania tego samego słowa nie trafiam w ton, z uśmiechem poddaje się i życzy mi miłego dnia 🙂

W lutym Damian wrócił do Polski, a na jego miejsce wprowadziła się nowa osoba, całkiem z przypadku. Malwina pochodzi z Kanady ale korzenie ma polskie! Nasza rodzina ma niebywałe szczęście do Polaków!

Mieszkanie znajduje się na niewielkiej alei, przy głównej ulicy, w dzielnicy, która zalicza się do centrum miasta. Nie docierają tu żadne hałasy. Lokalizacja mieszkania jest wspaniała. Wystarczy zejść na dół na pyszne Phở, które kosztuje zaledwie 30 000 VND (1,2 Euro), a zaraz obok pracują dziewczyny, które zdobią moje paznokcie. Po drugiej stronie ulicy mam francuską piekarnię (O’Douceurs) z pysznymi słodkościami, które sprawiają, że kilogramów mi tu nie ubywa. Obok kolejna alejka, do której w południe chodzę na moje ulubione danie „Bún chả”, a popołudniami na pyszne żelowe deserki. Wszędzie mam tu blisko. Za rogiem jest moja ulubiona sprzedawczyni, która ma niewielkie stoisko, ale zawsze z uśmiechem, w dobrych cenach i bez targowania sprzedaje mi pyszne, świeże owoce i warzywa. Do najbliższego supermarketu i przystanku autobusowego, z którego odjeżdża ekspresowy autobus na lotnisko mam zaledwie 200 m. Jest mi tu bardzo dobrze i uwielbiam wszystkie te moje miejsca.


Finding a choosing a flat in a few-million-people city wasn’t as easy as it sounded. It was very time-sensitive, as I was living in a hotel, which did not help at all. I knew straight away that I’d like to live among the locals to give myself the best chance to discover the culture and traditions of this country.

Eight days of searching and many viewings later I came across a flat that I liked the most. After the initial conversation the owner informed me that the flat directly above the one I liked was occupied by Damian, a Pole from Lodz. You don’t come across too many Polish people in Great Hanoi. This was very lucky and the final push I needed to make the decision to choose this place – Damian convinced me that this was a good location and that the owners were nice.

I was living with a Vietnamese family: Grandma, grandpa, the owner and her husband. My new family took great care of me straight from the start. I remember when on my first night I had a visit from a giant cockroach. Terrified I wasn’t sure what to do. It was normal for them. My panic could seem funny in this situation but my flatmates were genuinely concerned about it. The next day they got something to deal with it, sprayed the whole floor. Every time an insect invasion of any kind has happened they quickly took care of it. It was the same with other things were happening. They are always helpful and kind to me, they take care of me and are very patient. Many times I went to the owners to tell them this or that wasn’t working. Their intervention was quick and the issues were resolved or I was shown that I’m just doing something wrong. Grandpa sometimes attempts to teach me Vietnamese but if after five minutes of repeating the same word I still can’t get the tone right he gives up and wishes me a good day.

In February Damian went back to Poland and his place was taken by a new person, completely random. Malwina comes from Canada but has Polish roots. Our family seems to be lucky with the Polish folk.

The flat is situated in a small alley, by the main street, in an area that is still part of the city centre. Luckily it’s a bit away from the main street, enough for the noise to be minimal. The location is fantastic. Delicious Phở awaits just down the stairs and costs just 30 000VND (1.2 Euros). Right next door some great girls are working hard to keep my finger nails pretty. On the opposite side of the road I’ve got a french bakery (O’Doucerus) with excellent pastries, which means I’m not losing any weight. There’s another alley next to the bakery where I’m getting my favourite “Bún chả” at lunch time and in the afternoon – jelly desserts. Everything is to hand from here. A stall with my favourite saleslady is around the corner. She always gets me mouth-watering and fresh fruit and vegetables with a smile on her face (and no haggling). The nearest supermarket and bus stop where the express bus to the airport departs from are just 200m away. I like it here. and all of these places I call “my”.

 

Comments

comment(s)