Hanoi Traffic / SOTW

Przygody ze skuterem / Scooter adventures

Poniżej wideo i galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)
Below video and photo gallery (wait for all thumbnails to load)

Po raz pierwszy z szalonym azjatyckim ruchem skuterowym spotkałam się na Bali. Wtedy siedziałam z tyłu, kurczowo trzymając się Tomka i obserwując to szaleństwo.

Podobnie było przez pierwsze dwa tygodnie w Hanoi. Na samym początku poruszałam się autobusami, taksówkami lub będąc skuterowym pasażerem mojej koleżanki. Po dwóch tygodniach przyglądania się jak funkcjonuje ruch uliczny w Hanoi, zdecydowałam się w nim uczestniczyć. W Polsce jeździłam na skuterze więc jego obsługa techniczna nie była mi obca, ale uliczne szaleństwo owszem. Gdy przypomnę sobie korki w Szczecinie, to wiem, że nigdy nie można na nie narzekać.

Hanoi słynie z niezliczonej liczby skuterów i ruchu, który na pozór odbywa się bez żadnych zasad. Ogólnie przyjęte przepisy ruchu drogowego są notorycznie łamane, dzięki czemu ruch ten zachowuje stałą płynność. Jest natomiast wiele niepisanych zasad, których zdecydowanie warto się trzymać. Przede wszystkim jeśli zegar odliczający czas do świateł pokazuje, że pozostały 4 sekundy do zielonego, należy bezzwłocznie ruszyć. W przeciwnym razie tłum stojący za nami, niecierpliwiąc się zacznie intensywnie używać sygnałów dźwiękowych. Kolejna ważna informacja to światło czerwone, które nie dotyczy pojazdów skręcających w prawo. Należy zawsze mieć oczy szeroko otwarte, bo nigdy nie wiadomo z której strony nagle pojawi się jakiś skuter, lub jego kierowca bez uprzedzenia zatrzyma się aby z kimś na poboczu uciąć sobie pogawędkę.

Mówią że w Hanoi godziny szczytu są zawsze, a występują tu jeszcze godziny szczytu godzin szczytu. Czasem odnosi się wrażenie, że pieszo do celu dotrzeć można znacznie szybciej.

Zadziwia i nadal robi na mnie wielkie wrażenie to, co Wietnamczycy przewożą na swoich skuterach. Trzy osoby na jednym skuterze to codzienność i samej zdarzało mi się tak jeździć. Jednak cztery, pięć czy czasem nawet sześć osób na jednym siedzeniu to jest coś! Pomysłowość jak zapakować wszystko i jeszcze więcej nie ma granic. Najczęściej na ulicy mijam skutery przewożące wiele kartonów, butle z wodą i inne napoje lub z dziesiątkami szalek z jajkami! Nigdy nie chciałabym być kierowcą skutera przewożącego jajka. Wyobrażacie sobie wywrotkę lub wypadek?!  Kurza twarz!

Tak, wypadki się zdarzają. Przez mój czas w Hanoi byłam świadkiem kilku poważnych wypadków i wielu stłuczek. Sama raz brałam udział w jednej z nich. Nic poważnego się nie stało. Zarówno ja, jak i kierowca samochodu, który we mnie wjechał, poruszaliśmy się powoli więc obyło się bez większych szkód i pożegnaliśmy się w zgodzie.

Kolejna z zasad dotyczy parkowania. Należy parkować skuter bezwzględnie tylko w miejscach do tego wyznaczonych. Jeśli płaci się za parking, to na potwierdzenie należy wziąć bilet. Lekcja własnym doświadczeniem odrobiona 😉

Razem z Tomkiem zaparkowaliśmy skuter w miejscu, które wydawało się odpowiednie do zaparkowania, wśród innych jednośladów. Parking był bezpłatny, a pracujący obok ochroniarz zapewnił, że to miejsce dozwolone. Gdy po dwóch godzinach wróciliśmy na miejsce parkingu, nie było ani ochroniarza, ani skutera. Na szczęście za konfiskatą mojej Hondy nie stał złodziej. Była to moja pierwsza poważna przygoda z wietnamską Policją. Na posterunku w centrum miasta, za biurkiem siedział dumny mundurowy. Ja z moim językiem wietnamskim mogę iść na targ robić zakupy, a nie rozwiązywać problemy natury prawnej. Niestety, Pan Policjant nie mówił po angielsku. To była bardzo długa i stresująca godzina. Z pomocą przybyła właścicielka mieszkania, które wynajmuję. Obyło się bez mandatu i znów mogłam śmigać ulicami mojego miasta.

Niepisanych zasad ruchu drogowego jest bardzo wiele, ale w związku z tym, że są niepisane, takimi muszą pozostać 🙂

Jestem pełna podziwu dla mieszkańców Wietnamu, którzy tak sprawnie, z wielką cierpliwością i bez agresji poruszają się po ulicach miast. W Europie byłoby to niemożliwe

Uwielbiam jeździć skuterem! Czasem wieczorami, gdy ulice są już puste, zdarzy mi się użyć trochę więcej gazu, ale to tylko czasem 🙂

Mimo zanieczyszczeń powietrza i niebezpieczeństw na drodze, wiem już, że będzie mi bardzo tego brakowało po powrocie do Polski. Bruuummm…


Below video and photo gallery (wait for all thumbnails to load)

First time I’ve come across the crazy Asian scooter traffic was in Bali, where I kept in the back, tightly attached to Tom and watching the mayhem around me.

The first two weeks in Hanoi were similar. At first I used the busses, taxis or traveled as a scooter passenger with a friend. After two weeks of looking and watching the traffice in Hanoi I decided to participate. I was riding a moped in Poland so the technical side of things was not a problem but the busy streets were. Thinking about traffic in Szczecin (my student city in Poland) is really nothing to complain about.

Hanoi is famous for the massive number of mopeds & scooters and terrible traffic that seemingly has no rules to speak of. General regulations are constantly violated which makes the traffic go smoothly. There are, however, some informal rules that are worth noting and remembering. First of all, when the timer at the traffic lights shows 4 seconds left to change you should immediatelly start moving. Otherwise the large crowd behind you will impatiently use their horns. Next up is the red light applicable to drivers and riders turning right. Keep your eyes peeled as you never know when or from which direction a scooter could miraculously appear, or the rider stops at the road side to have a quick chat with a friend.

They say that in Hanoi any hour is rush hour and there is a rush hour within each of the other rush hours. Sometimes you might feel like walking is the fastes mode of transportation.It still impresses and amazes me to see what kind of stuff the Vietnamese transport on their scooters. Seeing three people on one of these tiny things is absolutely normal and I have been the third passanger myself but four, five and sometimes six passengers is something different. Ingenuity when it comes to packing and stacking seems to know no boundaries. Most of the time you can see people carrying large boxes (yeah, plural), massive water bottles or hunreds of eggs. I’d never agree to carry the eggs around. Imagine falling over with all that… it scrambles my brain.

Yes, there are accidents. during my time in Hanoi I witnessed a few serious crashes and many smaller bumps. I was involved in one too. Nothing serious. Both me and the car that hit me were moving slowly so we have come out of it unscathed.

Another important rule is about parking. You absolutely must park the scooter in a dedicated spot. If you pay for parking you always need to take the parking slip with you. Lesson learnt the hard way.

Me and Tom parked a scooter in a spot that seemed to be right for our little vehicle, among other bikes. Parking was free and a security guard assured us that it was ok to leave it there. When after two hours we came back there was no sign of the guard, and no sign of my moped. Luckily the dissapearance of my little Honda was not caused by a thief. It was my first serious contact with Vietnamese Police. At the station in the city centre a proud officer sat at his desk. Me and my Vietnamese can go to a local market but in no way am I able to deal with legal matters in this language. Unfortunatelly the policeman did not speak English. It was a particularly long and stressful hour. My landlord, luckily, came to the rescue. We came out without a fine and I could go back to ruling the streets of my city.

There are loads of informal rules so in order to not formalise them I won’t write them down 🙂

I’m really impressed with the Vietnamese people’s patience, efficiency and lack of aggression in everyday traffic.

I love riding my scooter! Sometimes at night, when the streets are relatively empty I’ll push it a little harder, but that’s just sometimes.

Although the air is polluted and the roads are dangerous I know I’ll be missing this when I get back to Poland. Vrooom.

Comments

comment(s)