Hoi An, Wietnam - SOTW

Hội An / i polskie akcenty / and polish accents

Z Hue ruszamy około 130 km na południe, mijając Da Nang mamy dotrzeć do malowniczego miasteczka Hội An, które zgodnie z naszymi nadziejami ma nas oczarować swoim urokiem. Podróż autokarem na tej trasie to kilka godzin. Jedna planowana przerwa, a kolejna nieplanowana związana z kompletną awarią naszego autokaru. Korzystamy z toalety w prywatnym domu, a dalej jedziemy na stopa! Nasi kierowcy z powodzeniem zatrzymują kolejne przejeżdżające autokary upychając do każdego po kilku pasażerów. Cała akcja trwa bardzo szybko i odbywa się bezgotówkowo. Dalszą trasę pokonujemy autokarem „leżącym”. Po trzy rzędy i dwa piętra dają liczbę około 30 pasażerów, za czym idzie zdecydowanie większy komfort.

Hội An liczy około 70 tys. mieszkańców i od 1999 roku wpisane jest do rejestru światowego dziedzictwa UNESCO. Historia tego miejsca sięga 1 w. p.n.e., a lokalny port był ważnym miejscem na trasie Szlaku Jedwabnego. Hội An jest też głęboko związane z Polską, a swój obecny, niezwykły wygląd zawdzięcza architektowi, konserwatorowi zabytków, Kazimierzowi Kwiatkowskiemu. To on kierował pracami konserwatorskimi w okolicznych miejscowościach w latach 1981-1997 i stanowczo sprzeciwił się planowi zburzenia zabytkowych budynków Hội An na rzecz budowy współczesnego osiedla. Miasteczko upamiętniło jego pracę pomnikiem i placem.

Wąskie uliczki bez ruchu motorowego urzekają swym urokiem. Zabytkowe kamienice wyraźnie borykające się z powodziami i wilgocią mienią się barwami czasu. Niezmieniony przez lata pozostaje handlowy charakter tego miejsca. Dziś jednak to nie kupcy przybywający tu statkami, a tysiące turystów zaglądających na chwilę, są konsumentami tego „handlowiska”. Miasto słynie z krawców i szewców, odzieży w ciągu doby szytej na miarę. Mnogość rękodzieła i kawiarenki, które przynoszą chwilowe wytchnienie zakupoholikom. W miasteczku przy okazji każdego 14 dnia miesiąca księżycowego, gdy wypada pełnia, obchodzony jest festiwal lampionów. Ulice choć zawsze nimi udekorowane, w tym czasie rozświetlone są jeszcze bardziej. Umyślnie jesteśmy właśnie w tym czasie.

Po mieście poruszamy się pieszo i rowerami. Na obiad tradycyjny przysmak z Hội An – pierogi, a na deser polska kiełbasa 🙂 Tęskniłam za tym smakiem! Quang prowadzi niewielką restaurację Yellow Bird, a w niej można raczyć się polskimi specjalnościami, w tym wyjątkową wędliną. Wszystko za sprawą polskiego restauratora, który od jakiegoś czasu mieszka w Hội An i tu rozpoczął swoją mięsną produkcję.

Spacery, przejażdżki rowerowe i leniwy czas na pobliskiej plaży mijają szybko. Do Hội An wracamy po kilku tygodniach. Zabieramy ze sobą naszego przyjaciela – Tomka, któremu chcemy pokazać to niezwykłe miasto i odwiedzić miejsca, których sami nie zdążyliśmy zobaczyć. Wspólnie, tym razem na skuterach, ruszamy 40 km poza Hội An, do Mỹ Sơn – zabytkowego, znacznie zrujnowanego podczas amerykańskich bombardowań, kompleksu świątyń hinduistycznych, dawnego sanktuarium Czamów. Na przetrwanie tego miejsca znaczący wpływ miał znajomy już Kazik. Ponowne plażowanie, ryby i wietnamskie wino. Godzina lotu z Da Nang i znów jesteśmy w Hanoi!

Poniżej wielka galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)


From Hue we travel 130 km south, passing Da Nang we’re going towards a picturesque town of Hoi an, which we’re expecting to enchant us with its charm. The coach trip takes a few hours on this route. One planned stop and one unplanned – caused by a complete failure of our vehicle. We use the toilet at a private house and continue our journey hitchhiking. Our drivers quite easily stop other coaches and push in a few passengers in each. the whole thing takes moments and is „cashless”. The last part of our trip is complete in a „laying” coach. three rows and two levels accommodate around 30 passengers which translates into more comfort.

Hoi An has around 70k residents and since 1999 is a UNESCO World Heritage site. The history of this place can be traced back to 1st century BC, and the local port was an important spot on the Silk Road. Hoi An also has connections with Poland, a its current, incredible state owes to an architect and restorer, Kazimierz Kwiatkowski. He was the one leading the restoration in the surrounding areas between 1981 and 1997 and was a prominent opponent of destroying ancient buildings to make way for a modern estate. The town remembers him and has a statue and a square in his name.

Narrow streets with no traffic are captivate with their charm. Historic townhouses clearly struggling with floods and dampness glimmer with the hues of time. The commercial character of the town has not changed over time but it’s not the merchants are coming here in ship-loads but tourists drop by and are the main consumers of this market place. The town is famous for its tailors and shoemakers, and 24h bespoke tailoring services. Plentiful of all kinds of crafts and the cafes always bringing a little bit of calm into the lives of the shopaholics. Every 14th day of the lunar month, at the full moon, the lantern festival is celebrated. The streets usually decorated with them are filled with even more lanterns. I’m here at this time on purpose.

We move around on foot and bicycles. Dumplings – Hoi An’s speciality – for lunch topped up with a „desert” consisting of Polish sausage. I’ve missed this taste. Quang runs a small restaurant called Yellow Bird, offering Polish speciality foods, including delicious cured meats. All thanks to a Polish restaurateur who lives here for a while and has started his own meat production.

Walks, rides and lazy time on a nearby beach don’t last too long. We go back to Hoi An after a few weeks, with our friend Tom, hoping to show him this amazing place and see the things we didn’t have a chance to. Together, this time on mopeds, we set off on a 40km long trip to My Son, an ancient, mostly ruined by American bombings complex of Hindu temples, the old Champa sanctuary. The preservation of this place has a lot to do with the activity of an aforementioned Kaz… Some time on the beach, some fish and some wine. An hour long flight from Da Nang and we’re in Hanoi again.

Comments

comment(s)