Kuala Lumpur Again

Do KL docieramy wieczorem. Wspaniałe miasto! Miękkie lądowania, dobra organizacja na olbrzymich lotniskach. Do miasta jedziemy autobusem. W hotelu meldujemy się po 23:00 i od razu ruszamy do Restoran Husen. Pamiętają nas tu zawsze. Nie wiem jak to się dzieje, że w milionowym mieście, w lokalu czynnym 24h na dobę, mieszczącym jednorazowo 100-140 osób, gdzie my zjawiamy się na kilka dni w roku, obsługa pamięta nas i nasze kulinarne przyzwyczajenia. Może fakt, że my pamiętamy ich tak dobrze działa z wzajemnością. Kurczak tandori nigdzie nie smakuje tak dobrze, tak jak i chlebki naam i roti. Do tego sok ze świeżych, słodkich pomarańczy, jeszcze ciepły. Tomek pije także kawę, aromatyczną, mocną i gorąco-zimną. Lód mrozi się tu w zamrażarkach azotowych przez co po wrzuceniu do gorącej kawy nie topi się, a zaczyna ją studzić. Stąd połączenie gorąca i zimna. W KL mamy zamiar odpocząć, nie mam żadnych większych planów poza zakupami i spacerami po mieście. Jednego przedpołudnia udajemy się do Jaskiń Batu, które przy wielu pobytach w mieście zawsze były nam nie po drodze. Nie wszystko na raz 🙂 Wiemy, że do KL będziemy zawsze wracali, więc nie ma presji, aby ze zwiedzaniem uwinąć się w czasie jednego pobytu. Jaskinie okazały się zdecydowanie warte odwiedzenia. Szczególne wrażenie robi Dark Cave. Jest to jaskinia zatopiona w całkowitych ciemnościach. Z niewielkimi latarkami podążamy w małej grupie za przewodnikiem. Gdy gasną światła, jak szeroko nie otwierać oczu i gdzie się nie wpatrywać, to i tak nic nie widać. W świetle latarek oglądamy niezwykłe, endemiczne gatunki żyjących tu owadów i innych żyjątek. Ciężko w tych warunkach o zdjęcia, ale wspomnienia niezapomniane.

U Husena zawsze jest ruch, niezależnie od pory dnia i nocy. Do naszego stolika za przyzwoleniem przysiada się dwóch starszych Chińczyków. Pan Lim jest po 70, a jego kolega nieco młodszy. Po wspólnym posiłku udajemy się z nimi do klubu tenisa stołowego, gdzie z podziwem patrzymy jak zwinnie poruszają się leciwi panowie. Kolejnego dnia Pan Lim zaprasza nas na przejażdżkę. Mamy poznać miasto od innej strony. Wciąż trwa Księżycowy Nowy Rok i uprzejmość Chińczyków przy tej okazji odsłania przed nami swoje oblicze. Na zaproszenie jemy lunch w olbrzymiej jadłodajni w chińskiej dzielnicy. Jak tłumaczy Pan Lim, tu nie docierają turyści. Dalszy etap podróży to znajomi naszego przewodnika, ich lokale i prywatne mieszkania. Degustacjom nie ma końca. Zaglądamy także do zaprzyjaźnionego domu opieki nad osobami starszymi, prowadzonego przez nieliczną tu chrześcijańską wspólnotę. Miłe rozmowy i wspólne zdjęcia. Wracamy bogatsi o nowe doświadczenia, sympatyczne znajomości i obdarowani serdecznością. Tradycją Chińskiego Nowego Roku jest obdarowywanie się pieniędzmi. My kompletnie nie przygotowani na tę okazję, pomagaliśmy w rozdawaniu pieniędzy Pana Lim’a wypowiadając po chińsku życzenia szczęśliwego Nowego Roku, co przynosiło wiele radości zarówno obdarowywanym jak i darczyńcy. Sami zostaliśmy również obdarowani, ku naszemu zdziwieniu wcale nie symbolicznymi sumami. Nie wzbogaciliśmy się, ale na porządny obiad u Husena wystarczyło z nawiązką. Rozkoszujemy się komunikacją miejską, która jest tu doskonała i bardzo regularna. Metro jeździ niemal co dwie minuty, Uber działa niezwykle sprawnie, a Monorail jest dodatkowo wspaniałą atrakcją. Niemal spod naszego hotelu rusza także KL Express, który z prędkością blisko 200 km na godzinę odwozi nas na lotnisko. Po blisko miesiącu wracamy do Wietnamu!


We reach KL in the evening. Soft landing and a well organised airport. We take the bus to the city. Checking in at the hotel after 11pm and go to Restoran Husen straight after. They always remember us here. I’ve no idea how it’s possible, that in a city of over a million people, in a place open 24/7 with a capacity to accommodate 100-140 at a time, where we show our faces only for a couple of days a year the staff remember us and our culinary habits. Maybe the fact we remember them so well brings some sort of karma with itself. Tandoori chicken tastes here like nowhere else, just like naan bread and roti. Top that off with a super freshly squeezed orange juice. Tom drinks some coffee – aromatic, strong, hot-cold. Ice comes from nitrogen freezers which means that once dropped into the coffee it doesn’t melt but slowly cools the coffee down creating the strange combination of cold and hot. We’re planning to do some serious relaxing in KL, nothing except shopping and walks. One morning we go to the Batu Caves which always seemed a little out of the way for us. Not everything at once. We know that we’ll always come back to KL so there’s no pressure to see everything in one stay. The Caves turned out to be really worth visiting. The most impressive one is the Dark Cave. It’s set in complete darkness. With some small torches, we follow a small group and a guide. When the lights go off it doesn’t matter how wide you open your eyes and where you turn your head you can see nothing. In the light of the torch we can see incredible, endemic species of insect and other creatures living here. It’s hard to get a photo in these conditions but the memories were absolutely worth it.

It’s always busy at Husen’s, be it day or night. We’re joined at our table (with our approval) by two older Chinese men. Mr Lim is over 70 years old and his friend only a little younger. After our meal we follow them (with their approval ;)) to the nearby table tennis club where we look with absolute admiration at nimble older men moving around the tables. The following day Mr Lim invites us for a ride. We’re able to see the city from a different perspective. It’s still the Chinese New Year here and the kindness of the Chinese really reveals itself to us. We’re invited to lunch in a huge diner in a Chinese district. As Mr Lim explains no tourists really make it here. In the next part of the journey we’re visiting our guide’s friends, their places of business and private apartments. The tasting never ends. We also make a quick stop at a local care home ran by a small Christian community. Pleasant conversations and photos. These were some really unique experiences, kind acquaintances and filed with warmth. The Chinese New Year tradition is to give each other money. We were totally unprepared for that but were able to gift Mr Lim’s money wishing the recipient happy new year in Chinese which was most joyful experience for both the giving and the gifted. We were also gifted a not-at-all-small sum of money which took us by surprise. Maybe not a fortune but a good lunch at Husen’s was paid with some change. We delight in the local public transport which is fantastic and extremely punctual. The Metro departs every two minutes, Uber is very efficient and the Monorail is an additional attraction. The KL Express leave a station that is nearly at our doorstep and at 200 km/h it takes us to the airport. After nearly a month we’re going back to Vietnam!

Comments

comment(s)