Bagan, Myanmar

Droga z Nyaung Shwe do Nyaung U to 300 km, które autobus pokonuje w 7 godzin. Połowa trasy wiedzie przez szczyty górskie, na skraju stromych urwisk gdzie często jest zbyt wąsko, aby minęły się dwa pojazdy. Nasz kierowca używa klaksonu, aby zakomunikować jadącym z naprzeciwka, że za chwilę wyłonimy się zza zakrętu. Widoki niezwykłe, ale czasami mrożące krew w żyłach. W trasie towarzyszą nam miejscowi z masą różnych towarów i produktów spożywczych.

Miasteczko Nyaung U to najlepsza baza wypadowa do zwiedzania Królestwa Paganu (Bagan). To starożytne księstwo i miasto, którego historia sięga 849 roku n.e. Położone jest nad rzeką Irawadi i słynie z niezwykłej ilości buddyjskich świątyń, pagód i klasztorów. Jest ich tu przeszło 2200. W latach 1044-1287 miasto było stolicą Pierwszego Imperium Birmańskiego, a obecnie obszar ten tworzy wielką strefę archeologiczną.

Skutery spalinowe nie są tu dostępne dla turystów. Do dyspozycji mamy rowery i skutery elektryczne, które ograniczają nas nieco zasięgiem swoich akumulatorów. Pierwszego dnia pedałujemy około 6 km, aby dotrzeć do pierwszych ważniejszych świątyń i pagód. Z asfaltowych dróg zjeżdżamy na pokrytą piaskiem prerię. Co kilkadziesiąt, a czasami co kilkanaście metrów z zarośli wyłaniają się niewielkie stupy, a te największe widać na całym horyzoncie. Żar leje się z nieba. Wbrew wszelkim opiniom zapas wody w Bagan wcale nie jest niezbędny – przy niemal każdej większej budowli są punkty, w których można kupić coś do picia czy do jedzenia. Często zajeżdżamy w miejsca, gdzie nie ma śladu turystów, a ktoś miejscowy czeka z wodą, jakby specjalnie na nas. Gro zabudowań nosi ślady zniszczeń, nie tylko z tytułu wieku i zaszłych klęsk żywiołowych, które nawiedzały ten region, ale głównie z powodu bardzo silnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Bagan w sierpniu 2016 roku. Zniszczeniu lub częściowemu uszkodzeniu uległo wiele świątyń, które aktualnie są restaurowane.

Czas płynie nam powoli. Dzień wieńczymy zachodem słońca na tarasie jednej z większych świątyń. Dopiero tu widzimy ilu turystów jest aktualnie w Bagan. Wszyscy mijamy się na szlaku, ale o zachodzie spotykamy się w tym samym miejscu. W ciągu pierwszego dnia przemierzamy przeszło 40 km, a to dopiero niewielka część tego co mamy do zobaczenia. Kolejnego dnia decydujemy się na elektryczny skuter, który doładowujemy w popołudniowej przerwie od zwiedzania. Ruszamy innym szlakiem. Drogi, którymi się poruszamy nie są oznaczone na żadnych mapach, to bardziej ścieżki łączące olbrzymie połacie prerii Królestwa Paganu. Kolejny magiczny zachód słońca i niezapomniane widoki. Tym razem krajobraz widziany z zupełnie innej strony. 4:30 rano wsiadamy na elektryka i w całkowitych ciemnościach ruszamy na oczekiwanie wschodu słońca.  Z latarkami wspinamy się na jedną ze świątyń. Po przeszło godzinie z ciemności nieśmiało wyłaniają się zatopione we mgle dowody dawnej potęgi tej ubogiej dziś części świata. Naprzeciw słońcu ruszają także turyści w balonach, nam przysparzając tylko dodatkowych walorów tego niezwykłego widoku. Zza wzgórz wyłania się słońce rozświetlając dolinę i malując we mgle coraz wyrazistsze kształty Baganu. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Niezapomniane przeżycie!

Tu, o świcie, po raz pierwszy w Birmie, słyszymy „dzień dobry”. Jakże to miłe spotkanie ze Sławkiem, samotnym polskim podróżnikiem, który z uśmiechem przemierza Birmę w przeciwnym do naszego kierunku. Po śniadaniu zaliczamy kolejne punkty na naszej mapie, a na wieczór przygodę z Bagan podsumowujemy uroczystą kolacją we dwoje, w naszej już dobrze znajomej tu knajpce.

Z Bagan czeka nas jeszcze wielogodzinna podróż do Mandalay gdzie zwiedzamy już niewiele, a następnego dnia mamy samolot. Przyszedł czas pożegnania z magiczną Birmą. Wylatujemy spełnieni, przepełnieni niezwykłymi widokami tego kraju, ale i przejęci tym jak tu się żyje. W czasie podróży dowiedzieliśmy się, że był czas gdy turystów było tu więcej. Dziś, jak twierdzą mieszkańcy, wszyscy obawiają się wewnętrznych konfliktów w tym niespokojnym kraju, który nas ugościł niezwykłym spokojem. Rysujący się na twarzach mieszkańców Birmy smutek i zmęczenie będę pamiętać zawsze. W dniu naszego wylotu z Mandalay, na lotnisku w Rangunie, gdzie rozpoczęliśmy naszą podróż, dokonano zamachu na znanego prawnika, doradcę Narodowej Partii Demokratycznej, a ludzie wyszli na ulice. Wiadomości docierają do nas z opóźnieniem, już w Kuala Lumpur.

Ps. W postach o Birmie występuje różne nazewnictwo tych samych miejsc. Dziś współczesna Birma to Mjanma (ang. Myanmar), a nazwy jej miast zmieniły nazwy lub formę zapisu, czy też brzmią zupełnie inaczej w języku polskim, angielskim i birmańskim. Część z nazw została zmieniona przez Birmańczyków, a na świecie, dla którego Birma wciąż jest tajemnicza, na językach częściej funkcjonują dawne nazwy.

Poniżej wielka galeria zdjęć  (poczekaj na załadowanie się wszystkich miniatur)


The way from Nyaung Shwe to Nyaung U stretches over 300 km, which our coach completes in 7 hours. Half of the route goes through the hilltops, at the edge of cliffs, usually too narrow for two vehicles to pass. The driver is using the horn to let others know we’re about to appear out of another corner. Amazing views, sometimes a bit too frightening. Different passengers, often locals with tons of different produce and merchandise, travel with us along the way.

The town of Nyaung U is the best place for a base camp to visit the Pagan (Bagan) kingdom. This ancient principality and city, which has its beginnings in 849 bc lies by the river Irawadi and is famous for the extraordinary amount of buddhist temples, pagodas and monasteries – there’s over 2200 of them here. In the time between 1044 and 1287 the city was the capital of the First Burman Empire and nowadays it’s a massive archeological zone.

Petrol-powered mopeds are not available for tourists here. We can choose from a range of bicycles and electric scooters, limited in their range by their batteries. First day is spent on pedalling over 6 km to reach the more important temples and pagodas. We get off the tarmac and into a prairie road cover in sand. Small stupas emerge from the bushes by the road side every few yards and the tallest ones are visible all over the horizon. It’s unbearably hot. Contrary to the popular belief a your own supply of water is not critical – you can buy a drink or some food by nearly every larger building. We often go into places with absolutely no tourists and there we find someone waiting for us with water as if they were waiting specifically to help us out. Most of the buildings show some damage, not just because of their age or past calamities but mainly because of a massive earthquake that hit Bagan in August 2016. Many of the temples were destroyed or damaged and are currently being restored.

Time slows down. We end the day looking at a sunset from one of the larger temples. Only now we realise how many tourists are in this place. We pass each other on the trail but at sunset we all meet here. During our first day we cover over 40 km, and that’s just a small fragment of what we came here to see. The following day we decide to try the electric mopeds which we recharge during our afternoon break. We take another route. Roads that we’re on aren’t on any maps and seem more like small paths that connect the different parts of the prairies of the Pagan Kingdom. Another magical sunset and unforgettable views, this time from a different angle. At 4:30 in the morning the power goes out and in complete darkness we set off to wait for sunrise. Armed with flashlights we climb one of the temples and just wait. Slowly, seemingly shy signs of past greatness of this now rather penurious part of the world emerge from the darkness. Some tourists come out to greet the day in hot air balloons, adding to the magic of that moment. From beyond the hills the sun spills its light across the valleys painting a clearer picture of Bagan. “Ah! Stay a while. You are so lovely”. Truly unforgettable experience.

Here at sunset, at the top of the temple we, for the first time, hear “dzień dobry”. How nice was it to meet Slawek, a lone traveller from Poland who travels across Burma in the opposite direction. After breakfast we cross of more spots from our list and we end our adventure in Bagan with a feast for two at a friendly restaurant.

There’s a long way ahead of us as we set off to Mandalay where we slow down the pace and fly away the following day. Time to say goodbye to magical Burma. We leave fulfilled, full of incredible views that this country offers but also amazed with what the local life looks like.

During our trip we learnt that there was a time when tourism was booming. Today, the locals say, people are scared of the internal conflicts in this constantly unsettled country which has been a surprisingly quiet host to us. I’ll always remember the sorrow and fatigue on the faces of people we met. On the day of our departure, at the Yangon airport where our adventure began, an assassination attempt was carried out leaving a famous lawyer, an advisor to the National Democratic Party, dead. We find out with a slight delay after landing in Kuala Lumpur.

PS. My posts about Burma use different names for the same places. The current name of this state is Myanmar and the names of the cities changed too. Some of these names were changed by the burmese people quite recently but the world, still finding this place mysterious is used to the old names.

Comments

comment(s)